Jest naprawdę zimno. Może nie jakoś bardzo, w końcu minus 5 da się wytrzymać, ale jednak. Szczypie w nosy, ręce w kieszeniach, czapki na głowach. Nawet pieski założyły swoje śmieszne ubranka. W porównaniu z jeszcze niedawną cieplutką jesienią różnica jest odczuwalna.
Zima to pora roku. Sorry, taki mamy klimat.
Zima nie powinna zdarzać się między ludźmi. Chłód w sercach nie prowadzi do niczego dobrego. Lodowate spojrzenia i chłodne dłonie nie pomagają zbudować więzi niezbędnych do tworzenia wspólnoty, bez której niemożliwe jest jakiekolwiek współdziałanie. Bez ciepła, które płynie z bliskości i zaufania, nie można zmieniać świata, a tylko razem jest to możliwe.
Chuchajmy i dmuchajmy, osłaniajmy najmniejszy płomyczek, by nie zniknął. Dbajmy o ciepło, nieustannie dokładajmy do ognia, bo łatwo gaśnie i trudno wzniecić go na nowo. I grzejmy się w jego cieple; to ciepło daje siłę i jest takie przyjemne! To akurat jedna z tych lekcji, których powinniśmy uczyć się od siebie nawzajem, ciągle i ciągle, zawsze. Powtórzenie i utrwalenie wiadomości. Lifelong learning programme.
A zima to tylko pora roku. Mija.
niedziela, 30 listopada 2014
niedziela, 23 listopada 2014
Pasja
Są rzeczy, które przychodzą łatwo i jakby same; są też takie, które kosztują dużo wysiłku i trudu. Przy pierwszych czas płynie niezauważalnie, przy drugich wlecze się niemiłosiernie. Dotyczy to także wykonywanej pracy czy podejmowanych aktywności pozazawodowych.
Jeśli robimy coś, na czym nam zależy, czym się bawimy, co lubimy i robić chcemy, jest dużo łatwiej. Znajdujemy radość w nawet najbardziej trudnych lub pracochłonnych czynnościach i energicznie przemy do przodu "mimo wszystko". Nie straszne są przeszkody i przeciwności losu, a zmęczenie smakuje dobrze. Od ludzi, którzy pracują w ten sposób, często słyszy się: "moja praca to hobby". Wysokość wynagrodzenia nie ma wtedy większego znaczenia, motywacją jest radość z roboty i satysfakcja z wyników.
Ludzie aktywni, którzy nie mogą usiedzieć w miejscu i "muszą" coś robić, nie narzekają na brak zajęć, bo sami ich sobie szukają, i zwykle są to aktywności związane z ich zainteresowaniami czy cechami osobowościowymi; te pierwsze zresztą zazwyczaj wynikają z drugich. Wszyscy znamy takie osoby i być może czasem zastanawiamy się: jak to jest? Jak oni/one to robią?
Wydaje się, że słowem-kluczem jest PASJA.
Życzymy sobie, życzymy wszystkim :)
Jeśli robimy coś, na czym nam zależy, czym się bawimy, co lubimy i robić chcemy, jest dużo łatwiej. Znajdujemy radość w nawet najbardziej trudnych lub pracochłonnych czynnościach i energicznie przemy do przodu "mimo wszystko". Nie straszne są przeszkody i przeciwności losu, a zmęczenie smakuje dobrze. Od ludzi, którzy pracują w ten sposób, często słyszy się: "moja praca to hobby". Wysokość wynagrodzenia nie ma wtedy większego znaczenia, motywacją jest radość z roboty i satysfakcja z wyników.
Ludzie aktywni, którzy nie mogą usiedzieć w miejscu i "muszą" coś robić, nie narzekają na brak zajęć, bo sami ich sobie szukają, i zwykle są to aktywności związane z ich zainteresowaniami czy cechami osobowościowymi; te pierwsze zresztą zazwyczaj wynikają z drugich. Wszyscy znamy takie osoby i być może czasem zastanawiamy się: jak to jest? Jak oni/one to robią?
Wydaje się, że słowem-kluczem jest PASJA.
Życzymy sobie, życzymy wszystkim :)
niedziela, 16 listopada 2014
Zespół
Ostatnio dzieje się coś dziwnego. Nie całkiem normalnego. W każdym razie coś, do czego nie przywykliśmy, i to na przestrzeni długich lat. Młodsi z całą pewnością nie pamiętają.
Chodzi o naszych piłkarzy, którzy... nie przegrywają. Mało tego, oni wygrywają, i to w meczach o punkty, z silnymi przeciwnikami! Niesamowite...
Oczywiście, jak to zwykle bywa, zewsząd słychać głosy rożnej maści ekspertów, znawców, specjalistów, samych piłkarzy wreszcie. Różne są to głosy, ale powtarzają jeden motyw: źródłem sukcesów jest poczucie wspólnoty, która wreszcie z grupy ludzi stworzyła zespół. Wspólny cel, dobra atmosfera, wzajemne wsparcie doprowadziły do zwiększenia wiary we własne możliwości i wreszcie sukcesów, które... budują i wzmacniają poczucie wspólnoty, dobrą atmosferę, wzajemne wsparcie, wiarę we własne możliwości. I tak dalej.
To jest lekcja, która przyda się nam wszystkim. Nie z podręczników, nie ze szkoleń, ale z życia, więc szczególnie wartościowa. Praca w zespole, oparta o wzajemne zaufanie do partnerów, bardzo podnosi efektywność i skuteczność podejmowanych działań, wpływając przy okazji na poczucie własnej wartości i sensu wykonywanej pracy wszystkich jednostek tworzących ten zespół. Poczucie sensu i... radość, po prostu.
I to by było na tyle.
Chodzi o naszych piłkarzy, którzy... nie przegrywają. Mało tego, oni wygrywają, i to w meczach o punkty, z silnymi przeciwnikami! Niesamowite...
Oczywiście, jak to zwykle bywa, zewsząd słychać głosy rożnej maści ekspertów, znawców, specjalistów, samych piłkarzy wreszcie. Różne są to głosy, ale powtarzają jeden motyw: źródłem sukcesów jest poczucie wspólnoty, która wreszcie z grupy ludzi stworzyła zespół. Wspólny cel, dobra atmosfera, wzajemne wsparcie doprowadziły do zwiększenia wiary we własne możliwości i wreszcie sukcesów, które... budują i wzmacniają poczucie wspólnoty, dobrą atmosferę, wzajemne wsparcie, wiarę we własne możliwości. I tak dalej.
To jest lekcja, która przyda się nam wszystkim. Nie z podręczników, nie ze szkoleń, ale z życia, więc szczególnie wartościowa. Praca w zespole, oparta o wzajemne zaufanie do partnerów, bardzo podnosi efektywność i skuteczność podejmowanych działań, wpływając przy okazji na poczucie własnej wartości i sensu wykonywanej pracy wszystkich jednostek tworzących ten zespół. Poczucie sensu i... radość, po prostu.
I to by było na tyle.
niedziela, 9 listopada 2014
Reintegracja?
Zwykle jest tak, że po okresach intensywnych i wzmożonych przychodzą spokojne, a potem znów. W tych pierwszych dużo się dzieje, czas biegnie szybko, sprawy gonią sprawy. Chodzimy biegiem, nie nadążamy, czasem gubimy ważne fragmenty. W okresach spokojnych wreszcie można się ogarnąć. Pomyśleć spokojnie, przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Poszukać i pozbierać własne kawałki, pogubione w tamtej bieganinie i być może złożyć je lepiej. Zreintegrować.
To dotyczy nas wszystkich - jako osoby i jako grupy. Jako grupa - EDI - odpoczywamy po półroczu, które było niezwykle intensywne, dużo nas nauczyło i zmieniło jako zbiorowość. Jako osoby także jesteśmy inni i tę swoją inność każdy musi ocenić sam. To, co poluzowane lub brakujące, może wymagać dokręcenia, uzupełnienia i reintegracji. Przed nami jeszcze trochę roboty do wykonania, po której przecież chcemy coś zostawić...
Pojutrze 11 listopada. Zadziwiające święto wszystkich Polaków, które... dzieli. Niepodległość nasza, niepodległość wasza, niepodległość ich? Niepodległości, zdaje się, nie można podzielić; każdy z nas ma jej w sobie dokładnie tyle samo i - co ciekawe - każdy ma dokładnie całą. Mnożenie przez dzielenie... :) To... może już wystarczy tych naszości i waszości, może wreszcie pora na reintegrację?
To dotyczy nas wszystkich - jako osoby i jako grupy. Jako grupa - EDI - odpoczywamy po półroczu, które było niezwykle intensywne, dużo nas nauczyło i zmieniło jako zbiorowość. Jako osoby także jesteśmy inni i tę swoją inność każdy musi ocenić sam. To, co poluzowane lub brakujące, może wymagać dokręcenia, uzupełnienia i reintegracji. Przed nami jeszcze trochę roboty do wykonania, po której przecież chcemy coś zostawić...
Pojutrze 11 listopada. Zadziwiające święto wszystkich Polaków, które... dzieli. Niepodległość nasza, niepodległość wasza, niepodległość ich? Niepodległości, zdaje się, nie można podzielić; każdy z nas ma jej w sobie dokładnie tyle samo i - co ciekawe - każdy ma dokładnie całą. Mnożenie przez dzielenie... :) To... może już wystarczy tych naszości i waszości, może wreszcie pora na reintegrację?
sobota, 1 listopada 2014
Przemijanie
Dzisiejszy dzień szczególnie sprzyja rozmyślaniom o przemijaniu. Patrzymy na dziesiątki migających światełek i wspominamy osoby, które były nam drogie, które kochaliśmy, lubiliśmy, podziwialiśmy lub po prostu znaliśmy.
Przemijanie nierozłącznie związane jest z czasem, nad którym nie mamy żadnej kontroli i który ciągle, niepostrzeżenie, robi swoje. Przemija. Ten nieubłagany, okrutny upływ widzimy w lustrze, na fotografiach. Żadnej kontroli, pogodzenie. Czasem irytacja czy nawet złość, ale bezsilna.
Podobno wszystko ma swój czas, a rzeczy - kolej. Pewnie tak. Ale może, wiedząc o tym, można by spróbować zrobić coś, by rzeczy, zanim przeminą i staną się przeszłością, wyglądały tak, jak życzylibyśmy sobie tego? Bo przecież nad tym, co i jak robimy, kontrolę mamy tylko my. Dokonujemy wyborów, podejmujemy decyzje i z dostępnych opcji wybieramy określone zachowania. A później... żałujemy lub nie.
Wielką sztuką jest żyć tak, by suma wyborów i zachowań zapewniały harmonię, spokój i zadowolenie - szczęście. Żyjemy między i z ludźmi, targają nami emocje. Falujemy jak sinusoida, jednak to my - dokonując wyborów - wywołujemy te fale, a w każdym razie w sporym stopniu możemy mieć na nie - nomen omen - wpływ. Zaplątani w codzienność i w pośpiechu często o tym zapominamy, ale być może warto zwolnić i zastanowić się nad tym, co rzeczywiście ważne, po co i dla kogo/czego warto żyć, jakie wybory i zachowania podjąć, by rzeczy w swej kolei wyglądały tak, jak byśmy chcieli, gdy już przyjdzie ich czas...
One i tak przeminą, ale może kiedyś, gdy spojrzymy za siebie okaże się, że były lepsze od tych niewybranych, bo nasze życie... szczęśliwe?
Przemijanie nierozłącznie związane jest z czasem, nad którym nie mamy żadnej kontroli i który ciągle, niepostrzeżenie, robi swoje. Przemija. Ten nieubłagany, okrutny upływ widzimy w lustrze, na fotografiach. Żadnej kontroli, pogodzenie. Czasem irytacja czy nawet złość, ale bezsilna.
Podobno wszystko ma swój czas, a rzeczy - kolej. Pewnie tak. Ale może, wiedząc o tym, można by spróbować zrobić coś, by rzeczy, zanim przeminą i staną się przeszłością, wyglądały tak, jak życzylibyśmy sobie tego? Bo przecież nad tym, co i jak robimy, kontrolę mamy tylko my. Dokonujemy wyborów, podejmujemy decyzje i z dostępnych opcji wybieramy określone zachowania. A później... żałujemy lub nie.
Wielką sztuką jest żyć tak, by suma wyborów i zachowań zapewniały harmonię, spokój i zadowolenie - szczęście. Żyjemy między i z ludźmi, targają nami emocje. Falujemy jak sinusoida, jednak to my - dokonując wyborów - wywołujemy te fale, a w każdym razie w sporym stopniu możemy mieć na nie - nomen omen - wpływ. Zaplątani w codzienność i w pośpiechu często o tym zapominamy, ale być może warto zwolnić i zastanowić się nad tym, co rzeczywiście ważne, po co i dla kogo/czego warto żyć, jakie wybory i zachowania podjąć, by rzeczy w swej kolei wyglądały tak, jak byśmy chcieli, gdy już przyjdzie ich czas...
One i tak przeminą, ale może kiedyś, gdy spojrzymy za siebie okaże się, że były lepsze od tych niewybranych, bo nasze życie... szczęśliwe?
wtorek, 28 października 2014
Na końcu świata
Koniec świata to miejsce szczególne bardzo.
Na końcu świata cienie są dłuższe, rzeczy dzieją się inaczej, a czas płynie wolniej. W niedzielę zwolnił tak bardzo, że cofnął się o całą godzinę, przez co świt zaskoczył. A potem zmrok... Wydaje się, że chyba nawet zmieszały się ze sobą.
Na końcu świata mgła jest tak gęsta, że trudno dojrzeć nawet to, co jest bardzo blisko. Nie mógłby tam wylądować samolot.
Na końcu świata ludzie mówią, a czasem krzyczą, to, co myślą. Nie owijają w bawełnę, której tam zresztą nie ma. Ale jest dzika róża.
Na końcu świata nie ma zasięgu ani łączności. Niczego z niczym i nikogo z nikim.
Na końcu świata może zdarzyć się, że świat może przestać mieć znaczenie. Do tego stopnia, że nastąpi koniec. Koniec świata.
Dlatego jest atrakcyjny i trzeba siły, by stamtąd wrócić. Umieć i chcieć, i wrócić.
Na końcu świata cienie są dłuższe, rzeczy dzieją się inaczej, a czas płynie wolniej. W niedzielę zwolnił tak bardzo, że cofnął się o całą godzinę, przez co świt zaskoczył. A potem zmrok... Wydaje się, że chyba nawet zmieszały się ze sobą.
Na końcu świata mgła jest tak gęsta, że trudno dojrzeć nawet to, co jest bardzo blisko. Nie mógłby tam wylądować samolot.
Na końcu świata ludzie mówią, a czasem krzyczą, to, co myślą. Nie owijają w bawełnę, której tam zresztą nie ma. Ale jest dzika róża.
Na końcu świata nie ma zasięgu ani łączności. Niczego z niczym i nikogo z nikim.
Na końcu świata może zdarzyć się, że świat może przestać mieć znaczenie. Do tego stopnia, że nastąpi koniec. Koniec świata.
Dlatego jest atrakcyjny i trzeba siły, by stamtąd wrócić. Umieć i chcieć, i wrócić.
wtorek, 21 października 2014
Perypetie językowe
Tematem moich dzisiejszych rozważań jest język, duma, tolerancja i kultywowanie tradycji. Ja, podobnie jak wiele innych osób z Zaolzia (część Śląska Cieszyńskiego leżąca na terenie Republiki Czeskiej) zostałam wychowana w gwarze cieszyńskiej, jednej z gwar śląskich. Fakt, iż gwarę używam również w trakcie komunikacji z moją roczną córką, jest zatem naturalnym stanem rzeczy. Językiem tym posługuję się zarówno w domu, jak i w miejscach publicznych na Zaolziu, np. w komunikacji miejskiej, sklepach czy na placu zabaw. Gwarę słychać często, jednak częściej wśród starszej generacji. Zauważam to przede wszystkim teraz, kiedy ostatnio spędzam dużo czasu wśród młodych rodzin z dziećmi. Zanim nasza pociecha nauczyła się chodzić i bawić się z innymi dziećmi, nie myślałam o tym, że możemy być przez pryzmat języka odbierane jako „inne”. Mieszkamy w mieście, wśród czeskojęzycznej większości, ale większość autochtonów zna i rozumie słowa użyte w gwarze. Język ten używany był na naszym terenie od zarania dziejów... Niestety, bardzo rzadko spotykam innych rodziców, którzy automatycznie zwracają się do dziecka w gwarze bądź po polsku. Zetknęłam się z różnymi reakcjami na temat mojej mowy. Muszę jednak przyznać, że negatywnych jest niewiele. Najczęściej zauważam obojętność, czasami zdziwnie. Szkoda. Cieszy mnie jednak to, że język, w którym zwracam się do naszej pociechy w miejscach publicznych, rozkręca nie raz dyskusję. Czasami ludzie myślą, że pochodzę z wioski i dopytują, gdzie mieszkamy. Fakt, że mieszkam w tym samym mieście co oni, budzi wśród niektórych niedowierzanie. Tak jak gdyby nigdy nie słyszeli o Polakach na Zaolziu... Z rozmów z innymi matkami mówiącymi wyłącznie w języku czeskim często wynika, że znają gwarę, tylko jej nie używają. Mówią w tym języku np. z rodzicami czy dziadkami, ale nie ze swoimi dziećmi. Często się zdarza, że po kilku minutach naszej rozmowy zaczynają się do mnie wzwracać w gwarze – jak gdyby chciały się pochwalić, że też potrafią. Potrafią, ale do swoich dzieci mówią po czesku. Mam wrażenie, że myślą, że po prostu nie wypada. Chcą je przecież wysyłać do czeskiego przedszkola a gwara jest polska, inna. A innością zwraca na siebie człowiek uwagę. Trudno, nie mogę zmieniać sposobu ich myślenia, wierzę jednak, że mój stosunek do gwary i polskości rozbudzi w nich chociaż uczucie, że w Trzyńcu istnieją również młodzi ludzie, którzy są dumni, że są Polakami.
sobota, 18 października 2014
Paryskie "selfie"
Paryż! Właśnie w tym osławionym mieście świateł, miłości, mody i wielkiej polityki miało miejsce ostatnie tegoroczne spotkanie partnerów projektu EDI. Jeszcze żyjemy tamtymi chwilami - stymulująca konferencja „Made in Polska”, nie tylko liczny, ale i katalityczny skład naszej grupy, piękna pogoda, Wieża Eiffla, Łuk Triumfalny, Panteon, Bazylika Sacré-Coeur, Sorbona, Luwr, Katedra Notre Dame ..... i dziesiątki, a może setki, naszych „selfie” na ich tle.
Nic dziwnego, że pełni ekscytacji robiliśmy sobie bezustannie zdjęcia „z ręki”, czyli „selfie”. Po co? Najczęściej, aby pochwalić się, że Paryż zdobyty – veni, vidi, vici - a my świetnie się tam czuliśmy, i dobrze bawiliśmy, nie zapominając oczywiście o celu spotkania, czyli ciągłej, nieformalnej nauce, która "działa się" niejako przy okazji. To natomiast, co mogło nas zadziwić, to wygląd Panteonu– mauzoleum, w którym spoczywają najwybitniejsi obywatele zasłużeni dla Republiki Francuskiej m.in Wolter, Jan Jakub Rousseau, Victor Hugo, Emil Zola, Piotr Curie i Maria Curie-Skłodowska.
Mianowicie kopuła, sufit i podłogi tego „czcigodnego” budynku, będącego dla każdego szanującego się Francuza i Europejczyka symbolem Paryża i Francji, sukcesywnie pokrywają się w ostatnim czasie tysiącami dużego formatu czarno-białych „selfie” ludzi różnej płci, wieku i rasy. Co łączy uwiecznionych na paryskich „selfie” blisko 4.000 ludzi pochodzących z kilkudziesięciu krajów? Jak udało im się „wspiąć”, pomimo wielu słów krytyki, na wyżyny Panteonu i pokryć 3.000 metrów kwadratowych jego powierzchni?
Otóż tych zwykłych śmiertelników połączyła idea. Idea zamanifestowania swoich poglądów, racji, potrzeb, marzeń dotyczących naszego świata. Idea potrzeby ludzi „z drzwi obok” do „wywrócenia” naszej rzeczywistości „do góry nogami”. A właściwie, do wyrzucenia z siebie tego co niepokoi, boli, wstrząsa na zewnątrz (czyli „inside out”). Połączył ich również projekt o takiej właśnie nazwie. Inside Out to przedsięwzięcie na skalę globalną, bez ustalonych ram przestrzennych, będący amalgamatem sztuki, ruchu społecznego i doświadczenia naukowego z zakresu psychologii człowieka. A Panteon to tylko czubek góry lodowej całego projektu: „selfie” przygotowanych przez grupy ludzi z przeszło 110 krajów jest już blisko 200.000 i znajdują się w najodleglejszych zakątkach naszego globu!
Nietypowy, ale nieprzypadkowy, jest sposób przekazu: wielki format zdjęć przykuwający naszą uwagę, zarezerwowany zazwyczaj dla polityków, VIP-ów, celebrytów i innych wielkich tego świata; „gorące punkty” na mapach miast i prowincji, uczęszczane przez dużą liczbę ludzi, to miejsca ich ekspozycji; natomiast tematem „selfie” połączonych w kolaże to ludzka twarz, pełna naturalnej ekspresji, będąca przekaźnikiem-plakatem ważnej myśli przewodniej w życiu swojego właściciela.
Autor Inside Out, paryski artysta-fotografik o pseudonimie JR, zdobywca nagrody TED w 2011 roku, mówi: „Pragnę, abyście stanęli w obronie tego na czym wam zależy przez uczestnictwo w światowym projekcie artystycznym, i RAZEM wywrócimy świat........ od środka na zewnątrz”.
Więcej naszych „selfie”? Jak najbardziej, i nie tylko w Paryżu, ale najlepiej z myślą przewodnią........
Źródło: Portal projektu Inside Out
niedziela, 12 października 2014
Jesienność
Dziwne słowo nam się znalazło w tytule... Ciekawe, skąd się wzięło i czy w ogóle istnieje (komputer uparcie podkreśla i proponuje np. "jednopienność" /???!!!/)? I co oznacza?
Być może nastrój, który powoduje, że do głowy przychodzą takie słowa?
A może kolory drzew i szum towarzyszący opadaniu liści, które potem szeleszczą (tu nie podkreśla, ale niech wymówi to np. Niemiec!) pod stopami?
Albo muzykę czy melodię, która zwykle towarzyszy nam właśnie jesienią i przywołuje ten szczególny rodzaj melancholii? Może pod kraciastym, ciepłym kocem, z filiżanką w ręku...
Czy może większą skłonność do zwolnienia i wyciszenia po bardzo aktywnym i męczącym półroczu i zastanowienia się, co się tak naprawdę w tym czasie stało? Co zrobiliśmy, czego się nauczyliśmy, jak to wykorzystamy? Kogo spotkaliśmy i czy były to naprawdę wartościowe spotkania? Przeglądamy zdjęcia? Zdjęcia z "mobilności"? Uśmiechamy się do nich? Do wszystkich? Co i jak mocno oraz kiedy czuliśmy? Jakich wyborów dokonaliśmy i czy były to wybory dobre? Co się udało, a co nie? Czy niczego byśmy nie zmienili, nie cofnęli? Niczego nie żałujemy? Jacy dziś jesteśmy? Mądrzejsi? Szczęśliwsi? I co pozostanie "na zawsze" po tych intensywnych sześciu miesiącach?... Jacy wstaniemy spod koca wiosną???
Pewnie dla każdego co innego; być może każdy ma swoją własną, "prywatną" jesienność? Ale i tak w najgorszej sytuacji są ci, co lubią doświadczać jej w parku, w okolicach zmroku, wraz ze swymi małymi pieskami w kolorze opadłych liści!
Być może nastrój, który powoduje, że do głowy przychodzą takie słowa?
A może kolory drzew i szum towarzyszący opadaniu liści, które potem szeleszczą (tu nie podkreśla, ale niech wymówi to np. Niemiec!) pod stopami?
Albo muzykę czy melodię, która zwykle towarzyszy nam właśnie jesienią i przywołuje ten szczególny rodzaj melancholii? Może pod kraciastym, ciepłym kocem, z filiżanką w ręku...
Czy może większą skłonność do zwolnienia i wyciszenia po bardzo aktywnym i męczącym półroczu i zastanowienia się, co się tak naprawdę w tym czasie stało? Co zrobiliśmy, czego się nauczyliśmy, jak to wykorzystamy? Kogo spotkaliśmy i czy były to naprawdę wartościowe spotkania? Przeglądamy zdjęcia? Zdjęcia z "mobilności"? Uśmiechamy się do nich? Do wszystkich? Co i jak mocno oraz kiedy czuliśmy? Jakich wyborów dokonaliśmy i czy były to wybory dobre? Co się udało, a co nie? Czy niczego byśmy nie zmienili, nie cofnęli? Niczego nie żałujemy? Jacy dziś jesteśmy? Mądrzejsi? Szczęśliwsi? I co pozostanie "na zawsze" po tych intensywnych sześciu miesiącach?... Jacy wstaniemy spod koca wiosną???
Pewnie dla każdego co innego; być może każdy ma swoją własną, "prywatną" jesienność? Ale i tak w najgorszej sytuacji są ci, co lubią doświadczać jej w parku, w okolicach zmroku, wraz ze swymi małymi pieskami w kolorze opadłych liści!
wtorek, 7 października 2014
Zaufanie
Partnerstwo jest czymś, co przydarza (oby!) bądź przytrafia (to przypadkiem) się każdemu. Występuje więc powszechnie i pewnie dlatego traktowane jest dość "oczywiście", co znaczy, że partnerzy są (tkwią?) w partnerstwie, czasem nie do końca pojmując jego sens, swoje role i rzeczywistą, prawdziwą wartość oraz cele.
Partnerstwa zawierane bywają z miłości (wszystkie strony chcą), z rozsądku (wszystkie strony uznają, że "tak będzie lepiej" - dla korzyści, lecz bez uczucia i woli samej z siebie) lub z przymusu (bo "tak trzeba", strony często nie chcą, ale przepisy bądź inne względy wymuszają).
Jakiekolwiek powody rządzą zawarciem partnerstwa, wydaje się, że dla właściwego funkcjonowania najważniejsze i kluczowe jest ZAUFANIE. Wymaganie od siebie i od partnerów. Poczucie wspólnoty. Wzajemny szacunek, a więc dotrzymywanie zobowiązań czy obietnic. Mało jest chyba rzeczy straszniejszych od tego uczucia, które towarzyszy zawodowi, gdy okazuje się, że zaufanie zostało nadużyte lub podeptane.
Jak można się poczuć, gdy okazuje się, że partner podpisuje inną umowę na boku, choć dawno dogadaliście szczegóły swojej? Albo nie robi tego, na co się umówiliście? Albo gdy osoba, której ufasz, zaczyna wychodzić, by odebrać telefon "od nikogo istotnego" (bądź nie odbiera go przy Was, by oddzwonić później), choć dotychczas tak się nie zachowywała? To są drobne rzeczy, które potrafią napocząć i powoli przewrócić najsolidniejsze budowle, bez opcji "odbudowa".
Tak jest: ZAUFANIE. Nie papiery czy "oficjalne" dogadanie, ale rzeczywiste, szczere zaufanie jest tym, co warunkuje poprawne relacje w każdym układzie, gdzie ludzie są razem. Ostatnio na ulicy daleko stąd, na pytanie: "dlaczego nie palisz?", usłyszałem: "kocham ją i szanuję; obiecałem, więc nie palę." Wzajemny szacunek... Proste?
Cholernie, cholernie trudne, mówię Wam!!! Ale jakże piękne!... Powodzenia!
Partnerstwa zawierane bywają z miłości (wszystkie strony chcą), z rozsądku (wszystkie strony uznają, że "tak będzie lepiej" - dla korzyści, lecz bez uczucia i woli samej z siebie) lub z przymusu (bo "tak trzeba", strony często nie chcą, ale przepisy bądź inne względy wymuszają).
Jakiekolwiek powody rządzą zawarciem partnerstwa, wydaje się, że dla właściwego funkcjonowania najważniejsze i kluczowe jest ZAUFANIE. Wymaganie od siebie i od partnerów. Poczucie wspólnoty. Wzajemny szacunek, a więc dotrzymywanie zobowiązań czy obietnic. Mało jest chyba rzeczy straszniejszych od tego uczucia, które towarzyszy zawodowi, gdy okazuje się, że zaufanie zostało nadużyte lub podeptane.
Jak można się poczuć, gdy okazuje się, że partner podpisuje inną umowę na boku, choć dawno dogadaliście szczegóły swojej? Albo nie robi tego, na co się umówiliście? Albo gdy osoba, której ufasz, zaczyna wychodzić, by odebrać telefon "od nikogo istotnego" (bądź nie odbiera go przy Was, by oddzwonić później), choć dotychczas tak się nie zachowywała? To są drobne rzeczy, które potrafią napocząć i powoli przewrócić najsolidniejsze budowle, bez opcji "odbudowa".
Tak jest: ZAUFANIE. Nie papiery czy "oficjalne" dogadanie, ale rzeczywiste, szczere zaufanie jest tym, co warunkuje poprawne relacje w każdym układzie, gdzie ludzie są razem. Ostatnio na ulicy daleko stąd, na pytanie: "dlaczego nie palisz?", usłyszałem: "kocham ją i szanuję; obiecałem, więc nie palę." Wzajemny szacunek... Proste?
Cholernie, cholernie trudne, mówię Wam!!! Ale jakże piękne!... Powodzenia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


