wtorek, 28 stycznia 2014

Tzw. sprawy

Dziś trochę osobiście, za co z góry przepraszam. To tylko kilka zdań, chyba oczywistych, o tzw. "sprawach" podstawowych czy prawdach uniwersalnych, o których niby wszyscy doskonale wiemy, ale na co dzień zdajemy się zapominać albo nie chcemy pamiętać.

Im bardziej żyje się OK, tym mniej pamiętamy o "sprawach". Kiedy jest zdrowie, praca i mniej lub bardziej zaspokojone potrzeby, nasza skłonność do myślenia o rzeczach trudnych nie jest duża. Kiedy jednak przydarzy się poważna choroba, wypadek, gdy popadniemy w tarapaty, wtedy - oprócz pytań typu "dlaczego ja?" - zwykle na pierwszy plan wychodzą kwestie najbardziej podstawowe. Życie nabiera innego wymiaru, zwykłe chwile stają się ważne, a rzeczy, o których jeszcze niedawno myśleliśmy z przejęciem lub o które gotowi byliśmy kłócić się zażarcie - bez znaczenia lub zwyczajnie śmieszne... Świat, choć wciąż przecież ten sam, jest zupełnie inny.

Dobrze jest żyć w kolorowym świecie. Ale dobrze też pamiętać o sprawach podstawowych, wspólnych nam wszystkim. Pamiętajmy, że ludzie, których spotykamy, mogą widzieć rzeczywistość zupełnie inaczej. Zatrzymajmy się, spójrzmy z empatią, nie odchodźmy. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak łatwa jest zamiana miejscami. Czasem wystarczy sekunda, by znaleźć się po drugiej stronie. Czy wtedy ktoś się zatrzyma?

Piszemy tu o integracji z "innymi", uczymy się jej jedni od drugich, próbujemy uczyć dalej. Cokolwiek robimy, warto pamiętać, że - tak czy inaczej, wcześniej czy później - myślenie o "sprawach" nas nie ominie. Co pomyślimy o sobie, patrząc wstecz? Czy w kolorowym, dobrym życiu znaleźliśmy czas i siłę, by wobec "innych" zachować się po prostu przyzwoicie? Wobec "spraw" wszyscy jesteśmy jednakowi, wszyscy równi.

wtorek, 21 stycznia 2014

Dlaczego?

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie emigrują? Z powodów politycznych - to jasne. Za pracą - tak. To dotyczy także części z nas, skupionych w organizacjach tworzących EDI'ego. Ale dlaczego emigrują ci, którzy pozornie nie muszą: mieszkają w stabilnym politycznie kraju i są na tyle wykształceni i/lub bystrzy, by pracę znaleźć lub zapewnić ją sobie we własnym zakresie? Dlaczego emigrują utalentowani Polacy?

Z felietonu Daniela Rząsy (forsal.pl) wynika teza, że - jak w tytule filmu - pieniądze to nie wszystko. Chodzi o coś więcej, co w skrócie nazwać można przyjaznym państwem, a co przejawia się w codzienności: przyjaznej administracji, równych chodnikach, dostępności do szkół czy opieki zdrowotnej. Słowem: w "łatwości" życia dzień po dniu.

Autor jest zdania, że "część z nas emigruje, bo nie chce zwalczać niemal na każdym kroku państwa, które podkłada mu nogi. Ta grupa ludzi chce zamieszkać gdzieś, gdzie urzędnik nie uzna z góry, że są krętaczami i na pewno chcą naciągnąć urząd skarbowy; gdzie kierowca autobusu zatrzyma się i poczeka na przystanku, jeśli zobaczy, że ktoś biegnie do autobusu; gdzie nie trzeba za każdym razem udowadniać, że ma się dobre intencje."

To smutne, ale... chyba jest w tym dużo prawdy. Pozostaje pytanie, czy "odpowiednie czynniki" zauważają to zjawisko i czy są w stanie/chcą podjąć działania, by je powstrzymać lub odwrócić? To na nich - utalentowanych, bystrych, aktywnych ludziach - powinno państwu najbardziej zależeć. Dlaczego, skoro dzięki swym talentom wiele (pracę, dochody) potrafią zapewnić sobie sami, nie uczynić wysiłku, by chcieli je wykorzystać właśnie tu? Dlaczego nie miałoby nam się żyć łatwiej?

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Wykluczeni

Okazuje się, że wykluczenie w Europie (UE) dotyka aż 120 MILIONÓW ludzi! To jest 1/4 mieszkańców Unii. W Polsce problem dotyczy aż 10 milionów osób.

Mowa o szeroko pojętym wykluczeniu społecznym, dotyczącym zarówno różnych grup społecznych, jak i różnego rodzaju wykluczenia. Wszystkich osób, których niewykorzystany potencjał staje się dla gospodarki kosztem.

Tylko osób z niepełnosprawnościami jest w naszym kraju od 4 do 5 milionów, z czego ok. 1 mln to osoby niepełnosprawne ruchowo, a 0,5 miliona to osoby niewidome lub słabowidzące. Spośród nich pracuje tylko 600 000, ogromna większość zaś pobiera renty. Gdyby stworzyć odpowiednie warunki, pracować mogłoby 2,5 miliona. Nie powinno nas być stać na to zaniechanie, ponieważ po raz pierwszy we współczesnej historii Europy pojawiła się obawa, że dzisiejsze dzieci będą miały w życiu gorzej niż pokolenie ich rodziców. Intensywnie zadłużając gospodarki, żyjemy na koszt przyszłych pokoleń. A nie dostarczając osobom wykluczonym odpowiedniego wsparcia w zdobywaniu i podnoszeniu kwalifikacji zawodowych, państwo zmuszone jest ponosić wysokie koszty związane z wypłatą zasiłków i rent.

Wykluczenie jest nie tylko problemem społecznym, ale rodzi także poważne koszty ekonomiczne, które można podzielić na trzy grupy. Pierwsza, to koszty związane z działaniami naprawczymi – wydatkami na zasiłki z pomocy społecznej, czy ochronę zdrowia. Druga obejmuje koszty utraconych możliwości, ponoszone przez społeczeństwo i gospodarkę, gdyż wykluczeni w mniejszym stopniu uczestniczą w życiu gospodarczym, społecznym, politycznym, kulturalnym. Trzecia grupa to koszty wynikające z transmisji wykluczenia na kolejne pokolenia.

Hm, chyba mamy o czym myśleć... Myślmy intensywnie, ale krótko; zaraz potem zacznijmy coś robić - intensywnie i skutecznie. Dzieci rosną!

_____________________________________________________________
Dane i tezy z Europejskiego Forum Nowych Idei - za Dziennikiem Gazeta Prawna.

wtorek, 7 stycznia 2014

Od podstaw

Zaczął się nowy rok, ludzie składają sobie życzenia i podejmują postanowienia. W nowym roku dobrze jest zacząć od nowa. Jedni od nowa się odchudzają, inni od nowa uczą języka obcego. Ściskając palce za nich wszystkich, pójdziemy tym tropem i też spróbujemy zacząć od podstaw.

Dlatego zaczniemy ten rok od lekcji tolerancji dla... dzieci. Jesteśmy pewni, że powtórka przyda się nam wszystkim. Mamy też przeczucie graniczące z pewnością, że wielu mogłoby się od dzieci uczyć. To co: na pamięć? Oto wierszyk Małgorzaty Wiśniewskiej-Koszeli pt. "Tolerancja":

Nie wiem, co to - tolerancja,
zawsze tylko moja racja,
a ten, kto ma inne zdanie,
zaraz za swoje dostanie.

Trzeba wyśmiać go, ukarać,
niech się zmieni szybko, zaraz!
Niech będzie taki jak ja,
i poglądy moje ma,
i ubiera się podobnie,
głową potakuje zgodnie.

Oj, nie jesteś zbyt marudny?
Świat się stanie... szary, nudny.
Niechże każdy sobie myśli,
mówi, żyje po swojemu,
pod warunkiem, że nie robi
tym krzywdy drugiemu.

Jasno, prosto, pięknie. Na naukę nigdy nie jest za późno! Już dawno temu powiedział to niejaki... Grundtvig! :)

wtorek, 31 grudnia 2013

Nie bądźmy straszni!

Polacy są straszni. A raczej: sami tak o sobie myślą! Dlaczego?

Niedawno ukazała się książka pt. „Gabinet luster”, w której zawarto wyniki wieloletnich badań zespołu socjologów pod kierunkiem prof. Anny Gizy z Uniwersytetu Warszawskiego nt. postrzegania samych siebie przez Polaków. W największym skrócie można by je podsumować pierwszym zdaniem tego artykułu.

Co ciekawe, okazuje się, że takie wyobrażenie to efekt ulegania negatywnemu autostereotypowi! Tak naprawdę nie znamy siebie, ale „skądś” wiemy, że jesteśmy do niczego. To stąd bierze się owo powszechne negatywne nastawienie do otoczenia, to dlatego marudzimy, narzekamy i atakujemy. Nie możemy inaczej, ponieważ z góry zakładamy, że nic przyjemnego nas nie spotka. A skoro traktujemy innych jako złych, oni w końcu tak się zachowują…

Nie ulegajmy stereotypom! Polacy nie są beznadziejni! To w gruncie rzeczy jest bardzo proste: zacznijmy inaczej traktować sami siebie, w domu, w pracy, na ulicy. Zmieńmy nastawienie, tylko trochę! Na takie „świąteczne”: uprzejme, życzliwe, tolerancyjne. Zacznijmy myśleć o sobie dobrze!

Z okazji nadchodzącego Nowego Roku życzymy wszystkim i sobie: nie bądźmy straszni! Pięknego 2014!

wtorek, 24 grudnia 2013

Magia

Wigilia, Święta...

"...dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszystkie spory...". Magiczny czas. Jesteśmy jakby łagodniejsi, cieplejsi, milsi - dla bliskich, znajomych i... nieznajomych.

A może by tak spróbować "przeciągnąć" to na trochę dłużej? Spokojne, miłe tygodnie, a może nawet miesiące: mnóstwo zwykłych dni, bez sporów, za to z próbą wysłuchania, zrozumienia, rozmowy. Potrafimy?

Ależ to by była magia!

Pięknych, Wesołych, Magicznych Świąt - WSZYSTKIM!!! :-)

wtorek, 10 grudnia 2013

W sieci


Fakt, iż internet wchodzi w skład naszej codzienności, nikogo nie dziwi. Jedną z dziedzin życia, na którą wywarł ogromny wpływ, są relacje międzyludzkie. Człowiek – istota społeczna, może nawiązywać i podtrzymywać kontakty z drugimi za pośrednictwem poczty elektronicznej, komunikatora Skype, portali społecznościowych, czatów, blogów itd. To wielki atut współczesnych czasów, my – biorący udział w projekcie EDI jesteśmy tego dowodem.  Nasza ogromna siła grupowa, dzięki której osiągamy cele projektu, tkwi w dzieleniu się własnymi doświadczeniami i najlepszymi praktykami. Powstają nowe rozwiązania wdrażane do praktyki. Korzyści projektu osiągamy dzięki wizytom u partnerów, seminariom, warszatatom i dyskusjom. Wydawać by się mogło, że projekt żyje dzięki mobilnościom. Tak, mobilności są wartością samą w sobie. Spotykamy się bezpośrednio, twarzą w twarz. W poniedziałek 2 grudnia spotkaliśmy się jednak w „sieci”, na kolejnej konferencji za pośrednictwem komunikatora Skype. Konferencje organizujemy raz w miesiącu. Każdy z nas odrywa się wówczas od swoich obowiązków, zasiada przy komputerze i wchodzi w rozmowę z partnerami z różnych krajów Unii Europejskiej. Tematem naszej ostatniej konferencji były bieżące sprawy organizacyjne związane z realizacją projektu w kontekście zbliżającego się końca roku i wydłużonego pierwszego „kwartału” wdrażania (01.08. – 31.12.2013). Omówionych zostało wiele wątków, m.in. terminy kolejnych mobilności. Po ustaleniu kolejnych kroków projektu odbyła się także ogólna dyskusja, dzięki której uświadomiłam sobie, że EDI tętni życiem. Wspominano zaliczone mobilności w Suwałkach i Kolonii, żartowano na różne tematy, było po prostu ciepło – pomimo granic wytyczonych na mapie Europy, które nas dzielą, można było czuć, że jest się wśród bardzo bliskich osób. W gronie przyjaciół.

niedziela, 1 grudnia 2013

Słowa

Jakiś czas temu pisaliśmy o języku nienawiści. Okazuje się, że słowami dyskryminować można także nieintencjonalnie, a często nieświadomie. Dlatego warto zastanowić się, co mówimy i do kogo. Warto zastanowić się, jak byśmy się poczuli na miejscu rozmówcy albo czy chcielibyśmy usłyszeć to, co mówimy. To, co na pozór wydaje się oczywiste i proste, często okazuje się bardzo, bardzo trudne…
Poniżej fragmenty wywiadu dotyczącego siły rażenia języka, który „przedrukowujemy” za portalem www.ngo.pl.
AlicjaBadetko: –  Jesteś specjalistką do spraw równości szans. Zajmujesz się między innymi tematem dyskryminacji. Groźnie to brzmi.
Agata Gnat: – Lubię nazywać się edukatorką. Prowadzę spotkania, […] opowiadam o uprzedzeniach, które wynikają ze stereotypów oraz na temat samej dyskryminacji. Trzeba wiedzieć, że mówienie o tym nie jest popularne. Ludzie nie chcą walczyć o prawa grup mniejszościowych, rozmawiać o niepełnosprawności, orientacji nieheteroseksualnej itp., ponieważ te tematy wzbudzają u nich lęk i niechęć. 
Dlaczego?
Albowiem niechętnie akceptujemy i wspieramy różnorodność jako wartość w człowieku. Rzadko otwieramy się na poznanie drugiej osoby, na której tożsamość składają się aspekty dla nas zupełnie obce. To, czego dowiadujemy się o innych grupach społecznych niż nasza, często w postaci wiedzy przekazywanej pokoleniowo i kreowanej przez media, nie ma nic wspólnego z doświadczeniem oraz wiedzą opartą na faktach. Niestety, to właśnie stereotyp kieruje naszą opinią oraz daje nam poczucie bezpieczeństwa poprzez niezagłębianie się w prawdę. To on zwalnia nas od trudu zmierzenia się z uświadomieniem sobie szeregu barier, na jakie napotykają osoby z grup przez nas nieznanych. Od uprzedzenia do dyskryminacji już tylko tzw. „mały krok”. Dyskryminujemy innych poprzez np. na pozór niewinne żarty. Robimy to głównie dlatego, że jesteśmy w większości i to zapewnia nam moc, spokój, integrację oraz poczucie wyższości.
[
Pracując przy projekcie dotyczącym osób z niepełnosprawnościami […] wielokrotnie rozmawialiśmy o słowach określających tę grupę społeczną. Dla przeciętnego człowieka nie ma różnicy w sformułowaniach: niepełnosprawny, podopieczny, osoba niepełnosprawna intelektualnie, osoba z niepełnosprawnością, osoba z dysfunkcją itp.
Takie określenia jak: „upośledzeni” lub „niepełnosprawni” stygmatyzują tych ludzi. Właściwie powinno się mówić, iż są to osoby z pewną dysfunkcją, które charakteryzują też inne aspekty ich człowieczeństwa, jak np.: wiek, płeć, charakter, umiejętności, zainteresowania. Przykre jest postrzeganie osób dotkniętych niepełnosprawnością tylko przez pryzmat tej jednej cechy. Innymi słowy, dla mnie określenie „osoba z niepełnosprawnością” określa pewien jeden z wielu aspektów tożsamości człowieka, a nie jego całokształt. Zwróć uwagę, że jest różnica, jeśli mówimy: „To są niepełnosprawni, upośledzeni” a „to ludzie z niepełnosprawnością, dysfunkcjami”. W pierwszym wyrażeniu wskazuje się, że taka osoba potrzebuje wsparcia, pomocy, nie jest samodzielna, ale biedna, zaniedbana, a dodatkowo obarczona wykluczeniem społecznym i raczej z małym prawdopodobieństwem, że poradzi sobie na rynku pracy. Innymi słowy, trzeba ją wesprzeć na każdym kroku. Podobnie słowo „podopieczny” kojarzy się z osobami żyjącymi w ośrodkach wsparcia, niezdolnymi do samodzielnej egzystencji, ubezwłasnowolnionymi i niemogącymi lub nieumiejącymi funkcjonować bez kogoś.
Kiedyś nawet w podręcznikach akademickich funkcjonowało określenie „osoba upośledzona”. Teraz nie można już tak mówić? 
Dla mnie samo określenie „człowiek upośledzony” jest bardzo pejoratywne. Niestety w niektórych ustawach np. o pomocy społecznej, nadal te terminy funkcjonują. Jednak już w kilku urzędowych dokumentach przy takim stwierdzeniu są odnośniki do przypisów, w których są stosowne wyjaśnienia na temat rodzaju dysfunkcji. Trudno rzeczywiście jest zmienić język prawa. Natomiast ważne, byśmy byli świadomi, że posługiwanie się poprawną terminologią pokazuje pozytywne nastawienie do tych osób. Stwierdzenia: „Jesteś upośledzony” lub „Jesteś niepełnosprawny” obrażają te osoby. Zmiana form językowych to nie jest tylko mój postulat, ale i samych zainteresowanych. 
To znaczy?
To właśnie oni chcą, by opisywać ich jako np. osoby z dysfunkcją słuchu, wzroku, ruchu (często jedyną dysfunkcją), które świetnie sobie radzą w życiu społecznym, rodzinnym i zawodowym. Wiadomo, że jest masa rzeczy do zrobienia w kwestii wsparcia tych osób, ale poprzez stosowanie języka wrażliwego na dysfunkcje innych, eliminujemy drobne bariery w postaci ogólnego wyobrażenia o danej osobie, wzmacniamy ją nie tylko w pozytywnej samoocenie, ale również jej otoczenie i siebie samych. Używając poprawnego języka pokazujemy, że chcemy uczyć się problemu niepełnosprawności, aby zmieniać świat dla tych ludzi, a nie na odwrót.
[…]
Namawiam osoby pełnosprawne, by pomagały ludziom z dysfunkcjami w nawiązaniu relacji z nimi. Niech sygnalizują im swą chęć kontaktu, ale nie koniecznie pomocy. Czasem po prostu trzeba poczekać, aż ten drugi człowiek przełamie się i otworzy na nas. Dobrze jest wykazać zrozumienie, co do jego nastroju. Jednocześnie bardzo ważna jest samo edukacja w temacie niepełnosprawności, np. lektura publikacji internetowych oraz drukowanych zawierających informacje na temat różnych typów, stopni niepełnosprawności. Jeżeli będziemy nabywać tę wiedzę, to zmieni się nasze podejście do osób z niepełnosprawnościami ruchowymi, intelektualnymi, sensorycznymi. Warto przecież, byśmy wyzbywali się stereotypów poprzez doświadczanie prawdziwej wiedzy, wtedy bowiem żyje się dużo odpowiedzialniej.
--------------------------
Wywiad przeprowadzony został na potrzeby międzynarodowego projektu „Ponad granicami walczymy z barierami”, współfinansowanego ze środków UE w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Projekt jest realizowany przez 3 organizacje z terenu woj. śląskiego: Stowarzyszenie Wspierania Organizacji Pozarządowych „MOST” w Katowicach, Stowarzyszenie Rodzin Osób Niepełnosprawnych „Nadzieja” z Rudy Śląskiej, Stowarzyszenie Na Rzecz Wspomagania Osób z Niepełnosprawnością i Ich Otoczenia „Razem” z Rybnika we współpracy z GSE GesellschaftfürSozialeDienstleistungen Essen mbH z Nadrenii Północnej-Westfalii.

sobota, 23 listopada 2013

Kolejne lekcje

W niedzielę wyjechaliśmy z Kolonii, gdzie odbyła się druga "mobilność" w ramach projektu. Spotkanie było wyjątkowo udane: dużo się nauczyliśmy, wyjechaliśmy pełni wrażeń i nowych pomysłów. Poniżej kolejne (wybrane) lekcje integracji - wynik mnożenia efektów przez dzielenie pasji.

"Wartością, którą wyniosłam ze spotkania partnerów projektu była inna forma nauki i przekazywania sobie doświadczeń, a mianowicie specyficzna atmosfera dyskusji panelowej i konferencji, w których braliśmy udział. Dowiedziałam się jak radzą sobie Polki - przedsiębiorczynie, kobiety sukcesu w Niemczech i jak ich doświadczenia są i mogą być wykorzystywane w innych praktykach i środowiskach. Dyskusja ta była dla mnie bardzo inspirująca.
Całość z pewnością przyczyni się do realizacji celów fundacji, którą reprezentuję, może nie od razu i bezpośrednio, ale dla dalszego poprawiania wizerunku Polaków poza granicami Polski."


Gabriela, Holandia

"Nowa forma edukacji dorosłych poprzez dyskusję panelową oraz konferencję. Bardzo cennym doświadczeniem było zapoznanie się ze sposobami promocji działań projektowych organizacji partnerskiej - gospodarza mobilności. Zdobytymi doświadczeniami podzielę się po powrocie z Sekcją Kobiet, która działa w ramach naszej organizacji."

Leszek, Czechy

"Uzyskałam informacje na temat doświadczenia przedsiębiorczyń w zakresie organizacji i prowadzenia konferencji, sympozjów i paneli dyskusyjnych. 
Zamierzam wykorzystać te metody jako formy edukacyjne w pracy mojej organizacji."

Maria, Grecja

Doświadczenie z konferencji jako metody kształcenia jest nieocenione. Wymiana informacji w aspektach przedsiębiorczości kobiet polskich w Niemczech oraz forum międzynarodowe i wymiana doświadczeń dotyczących życia i przedsiębiorczości kobiet w Europie.
Wymiana doświadczeń w nagłaśnianiu i propagowaniu celów działalności (media)."

Bogna, Szwecja

"Podczas mobilności nauczyłyśmy się, że jeżeli chcesz siebie zrealizować, trzeba ciężko pracować. Najbardziej wartościowe były dyskusje, formalne i nieformalne. Szczególnie zapamiętamy przyjemną atmosferę. W edukacji dorosłych zastosujemy formę konferencji na przykładzie "Polka - Przedsiębiorczyni - Europejka."

Honorata i Leokadia, Łotwa

"Niezmiernie ważna - obok udziału w samej konferencji i towarzyszącym mu panelu dyskusyjnym - była możliwość wzięcia udziału w przygotowaniach do tego wydarzenia i niejako "od kuchni" podpatrzenia szczegółów technicznych i  tajników decydujących o sukcesie tego dużego i dość skomplikowanego przedsięwzięcia: przygotowania programu, listy gości, zaproszenia mediów, prowadzenia, poczęstunku, oprawy, wydarzeń towarzyszących... Świetna lekcja, z pewnością zaprocentuje przy realizacji podobnych imprez u nas. 
Uderzyło mnie, jak wiele można nauczyć się od siebie przy okazji działań towarzyszących głównej imprezie mobilności: warsztatów, "śniadania roboczego" czy spotkań dwustronnych, a nawet wspólnego zwiedzania miasta - w luźnej atmosferze, sprzyjającej otwarciu i dzieleniu się doświadczeniami, wrażeniami, spostrzeżeniami."

Jarek, Polska

"Nauczyliśmy się edukacji w formie konferencji, panelu, wywiadu - metod uczenia się poprzez organizowanie wydarzeń kulturalno-społecznych. Bardzo wartościową lekcją były informacje jak promować kobiety w biznesie jako prezeski, dyrektorki, właścicielki, a jednocześnie matki i żony.
Konferencja była również lekcją integracji - poznanie obyczajów i tradycji w różnych krajach, sposobów działalności organizacji polonijnych oraz tematyka związana z zachowaniem i pielęgnowaniem języka polskiego jako elementu edukacji."

Zosia, Holandia

czwartek, 21 listopada 2013

Zdumienie

I znów trzeba zacząć tak samo: to zadziwiające! Niesamowite, jak bardzo EDI zmienia sposób myślenia, przewartościowuje podejście do różnych spraw i ile uczy!

To miał być "po prostu" projekt. Realizujemy program, wypracowujemy rezultaty, wypełniamy papiery. Tymczasem już po drugiej "mobilności" czujemy, że przydarza nam się dużo, dużo więcej. Papiery zeszły na dalszy plan; pierwszy raz od dawna naprawdę czujemy, że to, co robimy, ma prawdziwy, głęboki sens, że EDI jest czymś (zdarzeniem? przygodą? przeżyciem?), co pozostanie z nami i w nas na długo, być może na zawsze... 

Kiedy przed piątkową konferencją w Kolonii Barbara z Deutsche Welle zapytała: "po co tu przyjechaliście?" na język cisnęły się okrągłe zdania w rodzaju: "by wymieniać się doświadczeniami, uczyć od siebie, dzielić dobrymi praktykami"... Podczas warsztatów nazajutrz odpowiedź była natychmiastowa: "przyjechaliśmy tu po to, by poczuć dumę". Tak jest, czuliśmy się dumni, że jesteśmy Polakami, że robimy niesamowite rzeczy, że jesteśmy częścią tej wspólnoty. Zdaje się, że właśnie padło właściwe słowo: EDI to nie "zwykły" projekt; to jest wspólnota naszych potencjałów, umiejętności, temperamentów, naszych sił i słabości, które w sumie generują coś, co trudno nazwać. W papiery wpiszemy pewnie "wartość dodana", w rzeczywistości czujemy ogromny apetyt na życie, chęć do zrobienia więcej i inaczej, wielką radość z możliwości bycia ze sobą i - tak, nie bójmy się! - ten ekscytujący rodzaj szaleństwa.

Spotkanie w Kolonii, choć krótkie (za krótkie!), co chwila stwarzało nam okazje do zdumienia. Co jakiś czas ze zdziwieniem spoglądaliśmy na siebie i mówiliśmy: "kurczę, znów się czegoś nauczyłem/am!". Że Polak za granicą może i potrafi, że kobieta w biznesie w cuglach zostawia za plecami konkurencję, że "inność" może być atutem... 

Jest nas coraz więcej! W Niemczech poznaliśmy nowe osoby z organizacji partnerskich, które natychmiast polubiliśmy. To jest kolejne zdumienie: każdy w tym projekcie jest nietuzinkowy, wnosi coś nowego, chce się z nim/nią być, bo ten czas to czyste korzyści. Nowe twarze integracji, "stare" twarze integracji... Zobaczycie je na naszym fejsbukowym profilu.