W poście z okazji Dnia Kobiet wspomnieliśmy o powszechnej dyskryminacji tej największej "mniejszości" polegającej na niższym niż w przypadku mężczyzn wynagradzaniu za tę samą pracę, pomimo wyższych kompetencji czy lepszego wykształcenia.
Okazuje się, że problem dotyczy też innych grup. Portal forsal.pl przytacza wyniki Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń z 2013, przeprowadzonego przez firmę Sedlak & Sedlak. Wynika z nich, że pracownicy po pięćdziesiątce zarabiają mniej niż ci z innych grup wiekowych (młodsi). Zatem - znów - doświadczenie zawodowe sobie, a zarobki sobie. Dysproporcja rośnie wraz ze wzrostem uposażenia: w grupie zarabiającej ponad 6000,- zł brutto sięga 12 procent, podczas gdy w grupie z zarobkami na poziomie 4000,- zł - 4 procent. Znaczenie ma też miejsce zamieszkania. W małych miastach (do 75 000 mieszkańców) zarobki osób przed i po pięćdziesiątce są podobne, natomiast w miastach powyżej 100 000 mieszkańców starsi zarabiają o co najmniej 8 procent mniej...
Wychodzi na to, że najmniej korzystnie z punktu widzenia zarobków jest być kobietą po pięćdziesiątce w dużym mieście. Hm, gdyby tak można było wybrać sobie płeć czy wiek... Tyle, że wtedy byłoby bardzo nudno: wszyscy bylibyśmy tacy sami - młodzi, męscy i zapewne nieznośni, zarabiając więcej... Tylko od kogo???
sobota, 29 marca 2014
niedziela, 23 marca 2014
Tzw. ustawa
Okazuje się, że mamy w Polsce TAK ZWANĄ ustawę równościową. Została uchwalona w 2010 r. i... jest sprzeczna z konstytucją, która zakazuje dyskryminacji ze względu na jakiekolwiek cechy. Tzw. ustawa tymczasem wybiera i wskazuje grupy i dziedziny życia, które podlegają ochronie na mocy jej zapisów. Ktoś może zapytać: dlaczego więc w ogóle ją uchwalono? Ano dlatego, że - gdyby nie - Polsce groziły dotkliwe kary za niewdrożenie równościowych dyrektyw UE.
Wydaje się, że ochrona przed dyskryminacją takiej grupy społecznej, jak osoby z niepełnosprawnościami, jest oczywista. Ale nie! To byłoby za drogie, więc osoby te mogą być dyskryminowane w dostępie do służby zdrowia (!), oświaty lub usług z powodu barier architektonicznych, brakiem udogodnień dla osób niewidomych czy brakiem tłumaczy języka migowego, a dzieci, będąc obciążeniem dla szkół, muszą uczyć się w domach. Podobnie sprawa ma się z ochroną osób starszych, osób z grupy LGBT (obowiązek istnieje tylko wobec mniejszości narodowych i rasowych), a także kobiet (niedawno o nich pisaliśmy dziękując, że nadają życiu sens), które mogą być właściwie bezkarnie dyskryminowane np. w ochronie zdrowia czy edukacji.
Co można - wydawałoby się - zrobić wobec przejawów nierównego traktowania? Złożyć pozew? Za dyskryminację, którą bardzo trudno udowodnić, tzw. ustawa przewiduje tylko odszkodowanie (a zatem trzeba udowodnić konkretną stratę materialną - potraficie wycenić upokorzenie?). W całym ubiegłym roku w związku z ustawą złożono 1 (słownie: jeden) pozew, w 2011 - 30 (trzydzieści), przy czym wszystkie odrzucono. Ustawa nie działa!
Wydaje się, że za dużo wokół tych "tak zwanych" różnych. To są kolejne odpowiedzi na pytanie "dlaczego?" (post z 21 stycznia). Weźmy się w garść, zanim tylko badziewie i żenada pozostaną prawdziwe, mocne i dobrze działające.
_____________________________________________________________
Na podstawie: http://wyborcza.pl/1,75968,15666480,Polacy__Rownosci_od_rzadu_nie_oczekujcie.html
Wydaje się, że ochrona przed dyskryminacją takiej grupy społecznej, jak osoby z niepełnosprawnościami, jest oczywista. Ale nie! To byłoby za drogie, więc osoby te mogą być dyskryminowane w dostępie do służby zdrowia (!), oświaty lub usług z powodu barier architektonicznych, brakiem udogodnień dla osób niewidomych czy brakiem tłumaczy języka migowego, a dzieci, będąc obciążeniem dla szkół, muszą uczyć się w domach. Podobnie sprawa ma się z ochroną osób starszych, osób z grupy LGBT (obowiązek istnieje tylko wobec mniejszości narodowych i rasowych), a także kobiet (niedawno o nich pisaliśmy dziękując, że nadają życiu sens), które mogą być właściwie bezkarnie dyskryminowane np. w ochronie zdrowia czy edukacji.
Co można - wydawałoby się - zrobić wobec przejawów nierównego traktowania? Złożyć pozew? Za dyskryminację, którą bardzo trudno udowodnić, tzw. ustawa przewiduje tylko odszkodowanie (a zatem trzeba udowodnić konkretną stratę materialną - potraficie wycenić upokorzenie?). W całym ubiegłym roku w związku z ustawą złożono 1 (słownie: jeden) pozew, w 2011 - 30 (trzydzieści), przy czym wszystkie odrzucono. Ustawa nie działa!
Wydaje się, że za dużo wokół tych "tak zwanych" różnych. To są kolejne odpowiedzi na pytanie "dlaczego?" (post z 21 stycznia). Weźmy się w garść, zanim tylko badziewie i żenada pozostaną prawdziwe, mocne i dobrze działające.
_____________________________________________________________
Na podstawie: http://wyborcza.pl/1,75968,15666480,Polacy__Rownosci_od_rzadu_nie_oczekujcie.html
niedziela, 16 marca 2014
Tak, jak w kinie
Czy nie macie ostatnio poczucia nierzeczywistości? Wrażenia, że pewne rzeczy nie dzieją się naprawdę? Albo jakbyście oglądali film, którego akcja nie miałaby szans wydarzyć się w "realu"?
Siedząc w kinie czasem zdarza się pomyśleć, że scenariusz jest niedorzeczny. "Nie, nie, to w prawdziwym życiu nie byłoby możliwe!" Jeśli to poczucie jest zbyt dojmujące, wychodzimy z kina.
Oglądamy więc:
- "Jakieś" wojsko, bez oznaczeń, wchodzi na terytorium niezależnego, niepodległego państwa i pod lufami karabinów "organizuje" tam życie. "Chroni" miejscowych, przed czymś lub od czegoś. Przywódca kraju, który to wojsko wysłał, udaje, że o niczym nie wie i kłamie tak, że nos wystaje z ekranu na kilka metrów.
- W ciągu kilku dni na zajętym terytorium organizowane jest referendum (wojsko wciąż "chroni"), w którym oddaje się więcej głosów, niż jest uprawnionych obywateli. Wszyscy udają, że jest OK.
- Inni przywódcy grzmią, że tak nie może być, po czym stosują "straszne sankcje" wpisując na czarną listę 21 osób, które się z tego śmieją.
- Tymczasem z radarów ginie wielki samolot z ponad dwiema setkami ludzi. Żadne systemy, żadne satelity, które zwykle umieją pokazać z kosmosu szczegóły fryzury obserwowanych ludzi, nie są w stanie namierzyć Boeinga lub tego, co z niego zostało.
Ile żenujących filmów o niedorzecznych inwazjach obejrzeliśmy! Ile było pokazujących różne wersje katastrof czy "przygód" z samolotami i ich pasażerami w rolach głównych... Wiadomo, że "życie pisze najlepsze scenariusze", ale dlaczego też tak fatalne?
Niestety, z tego kina nie można wyjść. To JEST życie, tu i teraz. Mamy rok 2014! I podobno jesteśmy mądrzejsi o wszystko to, co wydarzyło się w historii, także tej najnowszej, ubiegłowiecznej. Dlaczego to wszystko się dzieje, dlaczego to jest możliwe?
No więc gdzie ta mądrość? No więc co jest ważne? Ważne tak naprawdę? Rury z gazem? Ludzie? No co?
Siedząc w kinie czasem zdarza się pomyśleć, że scenariusz jest niedorzeczny. "Nie, nie, to w prawdziwym życiu nie byłoby możliwe!" Jeśli to poczucie jest zbyt dojmujące, wychodzimy z kina.
Oglądamy więc:
- "Jakieś" wojsko, bez oznaczeń, wchodzi na terytorium niezależnego, niepodległego państwa i pod lufami karabinów "organizuje" tam życie. "Chroni" miejscowych, przed czymś lub od czegoś. Przywódca kraju, który to wojsko wysłał, udaje, że o niczym nie wie i kłamie tak, że nos wystaje z ekranu na kilka metrów.
- W ciągu kilku dni na zajętym terytorium organizowane jest referendum (wojsko wciąż "chroni"), w którym oddaje się więcej głosów, niż jest uprawnionych obywateli. Wszyscy udają, że jest OK.
- Inni przywódcy grzmią, że tak nie może być, po czym stosują "straszne sankcje" wpisując na czarną listę 21 osób, które się z tego śmieją.
- Tymczasem z radarów ginie wielki samolot z ponad dwiema setkami ludzi. Żadne systemy, żadne satelity, które zwykle umieją pokazać z kosmosu szczegóły fryzury obserwowanych ludzi, nie są w stanie namierzyć Boeinga lub tego, co z niego zostało.
Ile żenujących filmów o niedorzecznych inwazjach obejrzeliśmy! Ile było pokazujących różne wersje katastrof czy "przygód" z samolotami i ich pasażerami w rolach głównych... Wiadomo, że "życie pisze najlepsze scenariusze", ale dlaczego też tak fatalne?
Niestety, z tego kina nie można wyjść. To JEST życie, tu i teraz. Mamy rok 2014! I podobno jesteśmy mądrzejsi o wszystko to, co wydarzyło się w historii, także tej najnowszej, ubiegłowiecznej. Dlaczego to wszystko się dzieje, dlaczego to jest możliwe?
No więc gdzie ta mądrość? No więc co jest ważne? Ważne tak naprawdę? Rury z gazem? Ludzie? No co?
sobota, 8 marca 2014
Kobiety
Kobiety to chyba największa defaworyzowana grupa społeczna na świecie, w końcu ponad połowa populacji!
Mówi się, że "kobieta zmienną jest", ale czy nie bardziej dotyczy to tej drugiej, "mniejszej połowy"? W ciągu kilku godzin niektóre osobniki potrafią zabijać się o względy kobiet, wzdychać, zasypywać kwiatami i wyprawiać nieprawdopodobne rzeczy, by zaraz potem (albo przedtem) jawnie dyskryminować, np. przyjmując do pracy... Liczne badania - ale także obserwacje tzw. "dnia codziennego" - dowodzą, że kobiety są lepiej wykształcone, bardziej chętne do podnoszenia kwalifikacji i bardziej aktywne, inne badania natomiast, że - jednocześnie będąc na tych samych stanowiskach co mężczyźni, pełniąc te same obowiązki - zarabiają aż o 20% mniej.
Nie mamy żadnych szans, by rozstrzygnąć te paradoksy tu i teraz, ale mamy szansę zwrócić na nie uwagę, co czynimy.
Możemy też złożyć życzenia: bądźcie szczęśliwe, gdziekolwiek jesteście i cokolwiek robicie! 8 marca przez cały rok! Życie bez Was nie miałoby najmniejszego sensu!
Mówi się, że "kobieta zmienną jest", ale czy nie bardziej dotyczy to tej drugiej, "mniejszej połowy"? W ciągu kilku godzin niektóre osobniki potrafią zabijać się o względy kobiet, wzdychać, zasypywać kwiatami i wyprawiać nieprawdopodobne rzeczy, by zaraz potem (albo przedtem) jawnie dyskryminować, np. przyjmując do pracy... Liczne badania - ale także obserwacje tzw. "dnia codziennego" - dowodzą, że kobiety są lepiej wykształcone, bardziej chętne do podnoszenia kwalifikacji i bardziej aktywne, inne badania natomiast, że - jednocześnie będąc na tych samych stanowiskach co mężczyźni, pełniąc te same obowiązki - zarabiają aż o 20% mniej.
Nie mamy żadnych szans, by rozstrzygnąć te paradoksy tu i teraz, ale mamy szansę zwrócić na nie uwagę, co czynimy.
Możemy też złożyć życzenia: bądźcie szczęśliwe, gdziekolwiek jesteście i cokolwiek robicie! 8 marca przez cały rok! Życie bez Was nie miałoby najmniejszego sensu!
poniedziałek, 3 marca 2014
Wiosna
Jedni szturmują. Drudzy drżą o siebie i swoje dzieci. Inni zdają się o niczym nie wiedzieć; najważniejsze to pójść na stadion i trafić kamieniem tego w innym szaliku. Jeszcze inni uczą się, pracują, po prostu robią swoje... Czy zamieniliby się rolami, gdyby zmienić im miejsca, w których żyją? Kto byłby kim, po której stronie?
O czym myślą późnym wieczorem, kiedy robi się cicho i kładą się po ciężkim dniu? Co czują tuż przed zaśnięciem? Może są z siebie dumni? Może boją się jutra? Może tęsknią do kogoś? Modlą się? Przeklinają?
Czy zauważyli, że wokół już prawie wiosna?
O czym myślą późnym wieczorem, kiedy robi się cicho i kładą się po ciężkim dniu? Co czują tuż przed zaśnięciem? Może są z siebie dumni? Może boją się jutra? Może tęsknią do kogoś? Modlą się? Przeklinają?
Czy zauważyli, że wokół już prawie wiosna?
czwartek, 20 lutego 2014
Lekcja integracji. Ukraina.
Czym jest integracja?
Dla niektórych prawdziwym wysiłkiem jest zrozumienie, że ludzie - choć inaczej wyglądają, inaczej myślą i inaczej się zachowują - w gruncie rzeczy są tacy sami. I że mają - wszyscy mamy - prawo do tych różnic. Dla nich, być może, szczytem integracji jest powstrzymanie się od okazania niechęci.
Jak zachowaliby się w sytuacji ekstremalnej, gdzie być może przyszłoby narażać życie? Czy w imię tzw. wyższych racji stanęliby ramię w ramię z Cyganem, gejem, Żydem, by tych racji bronić? "Wyższe racje" są odległe i abstrakcyjne, natomiast to, czego nienawidzą na co dzień, jest bliskie, tu i teraz, i wydaje się najważniejsze.
To, co właśnie dzieje się w Kijowie i innych miastach Ukrainy, to lekcja integracji. Sytuacja jest wyjątkowo ekstremalna. Ale może warto zastanowić się oglądając z fotela te straszne obrazki w telewizji: bądźmy razem, bo mamy coś, dla czego warto być razem. Bądźmy razem, bo mamy życie.
Dla niektórych prawdziwym wysiłkiem jest zrozumienie, że ludzie - choć inaczej wyglądają, inaczej myślą i inaczej się zachowują - w gruncie rzeczy są tacy sami. I że mają - wszyscy mamy - prawo do tych różnic. Dla nich, być może, szczytem integracji jest powstrzymanie się od okazania niechęci.
Jak zachowaliby się w sytuacji ekstremalnej, gdzie być może przyszłoby narażać życie? Czy w imię tzw. wyższych racji stanęliby ramię w ramię z Cyganem, gejem, Żydem, by tych racji bronić? "Wyższe racje" są odległe i abstrakcyjne, natomiast to, czego nienawidzą na co dzień, jest bliskie, tu i teraz, i wydaje się najważniejsze.
To, co właśnie dzieje się w Kijowie i innych miastach Ukrainy, to lekcja integracji. Sytuacja jest wyjątkowo ekstremalna. Ale może warto zastanowić się oglądając z fotela te straszne obrazki w telewizji: bądźmy razem, bo mamy coś, dla czego warto być razem. Bądźmy razem, bo mamy życie.
środa, 12 lutego 2014
Uwaga na stereotypy
Czech, emeryt, góral, kobieta itd. – do określenia innych osób używamy mnóstwa kategorii... Często myślimy w uproszczony sposób... Choć nie znamy konkretnego górala czy Czecha, to od razu przypisujemy mu pewne cechy. Może być też tak, że poznaliśmy kilka osób z danej grupy i w wyniku tego wszystkich pozostałych oceniamy w podobny sposób. Taka ocena może być różna: pozytywna, neutralna albo negatywna. Tak, mowa o stereotypie, pojęciu wprowadzonym przez Waltera Lippmana w 1922 roku. Stereotyp może się wydawać niegroźny, trzeba jednak uważać, bo może być niebezpieczny. Jak pisze polski socjolog prof. Piotr Sztompka, szczególne niebezpieczeństwo stereotypów pojawia się wtedy, gdy implikują one wyraźnie negatywną ocenę opisywanej grupy, a także gdy traktują takie negatywne cechy jako nieusuwalne i nienaprawialne, bo związane z samą naturą grupy, niezależną od dobrych chęci i starań poszczególnych jej członków. Tego rodzaju negatywne stereotypy nazywamy przesądami. Przesądy formułowane są wobec grup obcych a fakt ten może mieć bardzo groźne konsekwencje. Jak pisze prof. Sztompka - przesądy są niebezpieczne, gdyż mogą się przerodzić w segregację, ta z kolei w dyskryminację, prześladowanie a w końcu eksterminację. Za tragiczny przykład eskalacji od stereotypów, poprzez wszystkie stopnie pośrednie, aż do ludobójstwa, można uznać antysemityzm. Trzeba zatem pamiętać o tym, że inny nie znaczy gorszy. Ostrożnym należy być nie tylko podczas oceny pozostałych grup, ale również w podejściu do grupy własnej. Uwaga na jednostronność i przejaskrawienia, ponieważ rodzą one szowinizm grupowy. Jego przykładem może być następujące zdanie: Nasza szkoła jest najlepsza w kraju (choć obiektywnie jest w drugiej setce rankingu).
czwartek, 6 lutego 2014
Pięknie różni
Adela, Francuzka, w ubiegłym tygodniu świętowała czterdzieste szóste urodziny. Martwi się o swoją samodzielną już, lecz roztrzepaną córkę, dając rady typu „jak żyć”. Jednocześnie „boi się” własnej mamy – dobrze, że nie widzi, że chodzi z rozpuszczonymi włosami, bo dałaby jej burę. Adela kocha życie, lubi się bawić i cieszyć chwilą.
Peter, z Austrii, zdaje się potwierdzać stereotyp, co samo w sobie jest zabawne. Akuratny, od-do, trzyma się planu. Czasem jednak (zapomniał się?) śmieje się szczerze i wspomina (wymykają mu się?) „incydenty”, które nijak nie pasują do tego stereotypowego obrazka.
Nuria, Hiszpanka z Teneryfy, drobniutka, o wyglądzie (ładnej) chłopczycy. Trudno byłoby odgadnąć, że na co dzień jest panią od przedmiotów ścisłych: uczy matematyki, fizyki i chemii. Ale też bardzo trudno uwierzyć, by jakiś dzieciak mógł bać się jej lekcji; nie pozawalają na to jej spokój, łagodność i ciepły uśmiech.
Mariusz, Polak, także nauczyciel, pan od informatyki w podstawówce. Jego również, z całą pewnością, dzieciaki się nie boją. Rodzaj faceta, wobec którego – nie wiadomo skąd i dlaczego – ma się pewność, że można na nim polegać.
I inni...
Jesteśmy różni jak cholera. Różne kolory włosów i oczu, różne odcienie skóry i temperamenty, różne życia za nami. W tym i tylko w tym tygodniu razem. Być może już nigdy – chociaż kto wie? – się nie spotkamy. Rozmawiamy po angielsku z mieszaniną hiszpańskiego, niemieckiego i chyba wszystkich innych języków, nie wyłączając tych, których nie ma. Rozumiemy się świetnie, co tu gadać. Siedzimy w ławkach przed laptopami (pod Lifelong Learning Programme), przy stolikach przed filiżankami i szklankami (pod niebem), podróżujemy, spacerujemy. W jakimś sensie nigdy się nie rozstaniemy.
Jak to dobrze, że jesteśmy różni! Różnorodność jest piękna!!!
Peter, z Austrii, zdaje się potwierdzać stereotyp, co samo w sobie jest zabawne. Akuratny, od-do, trzyma się planu. Czasem jednak (zapomniał się?) śmieje się szczerze i wspomina (wymykają mu się?) „incydenty”, które nijak nie pasują do tego stereotypowego obrazka.
Nuria, Hiszpanka z Teneryfy, drobniutka, o wyglądzie (ładnej) chłopczycy. Trudno byłoby odgadnąć, że na co dzień jest panią od przedmiotów ścisłych: uczy matematyki, fizyki i chemii. Ale też bardzo trudno uwierzyć, by jakiś dzieciak mógł bać się jej lekcji; nie pozawalają na to jej spokój, łagodność i ciepły uśmiech.
Mariusz, Polak, także nauczyciel, pan od informatyki w podstawówce. Jego również, z całą pewnością, dzieciaki się nie boją. Rodzaj faceta, wobec którego – nie wiadomo skąd i dlaczego – ma się pewność, że można na nim polegać.
I inni...
Jesteśmy różni jak cholera. Różne kolory włosów i oczu, różne odcienie skóry i temperamenty, różne życia za nami. W tym i tylko w tym tygodniu razem. Być może już nigdy – chociaż kto wie? – się nie spotkamy. Rozmawiamy po angielsku z mieszaniną hiszpańskiego, niemieckiego i chyba wszystkich innych języków, nie wyłączając tych, których nie ma. Rozumiemy się świetnie, co tu gadać. Siedzimy w ławkach przed laptopami (pod Lifelong Learning Programme), przy stolikach przed filiżankami i szklankami (pod niebem), podróżujemy, spacerujemy. W jakimś sensie nigdy się nie rozstaniemy.
Jak to dobrze, że jesteśmy różni! Różnorodność jest piękna!!!
wtorek, 28 stycznia 2014
Tzw. sprawy
Dziś trochę osobiście, za co z góry przepraszam. To tylko kilka zdań, chyba oczywistych, o tzw. "sprawach" podstawowych czy prawdach uniwersalnych, o których niby wszyscy doskonale wiemy, ale na co dzień zdajemy się zapominać albo nie chcemy pamiętać.
Im bardziej żyje się OK, tym mniej pamiętamy o "sprawach". Kiedy jest zdrowie, praca i mniej lub bardziej zaspokojone potrzeby, nasza skłonność do myślenia o rzeczach trudnych nie jest duża. Kiedy jednak przydarzy się poważna choroba, wypadek, gdy popadniemy w tarapaty, wtedy - oprócz pytań typu "dlaczego ja?" - zwykle na pierwszy plan wychodzą kwestie najbardziej podstawowe. Życie nabiera innego wymiaru, zwykłe chwile stają się ważne, a rzeczy, o których jeszcze niedawno myśleliśmy z przejęciem lub o które gotowi byliśmy kłócić się zażarcie - bez znaczenia lub zwyczajnie śmieszne... Świat, choć wciąż przecież ten sam, jest zupełnie inny.
Dobrze jest żyć w kolorowym świecie. Ale dobrze też pamiętać o sprawach podstawowych, wspólnych nam wszystkim. Pamiętajmy, że ludzie, których spotykamy, mogą widzieć rzeczywistość zupełnie inaczej. Zatrzymajmy się, spójrzmy z empatią, nie odchodźmy. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak łatwa jest zamiana miejscami. Czasem wystarczy sekunda, by znaleźć się po drugiej stronie. Czy wtedy ktoś się zatrzyma?
Piszemy tu o integracji z "innymi", uczymy się jej jedni od drugich, próbujemy uczyć dalej. Cokolwiek robimy, warto pamiętać, że - tak czy inaczej, wcześniej czy później - myślenie o "sprawach" nas nie ominie. Co pomyślimy o sobie, patrząc wstecz? Czy w kolorowym, dobrym życiu znaleźliśmy czas i siłę, by wobec "innych" zachować się po prostu przyzwoicie? Wobec "spraw" wszyscy jesteśmy jednakowi, wszyscy równi.
Im bardziej żyje się OK, tym mniej pamiętamy o "sprawach". Kiedy jest zdrowie, praca i mniej lub bardziej zaspokojone potrzeby, nasza skłonność do myślenia o rzeczach trudnych nie jest duża. Kiedy jednak przydarzy się poważna choroba, wypadek, gdy popadniemy w tarapaty, wtedy - oprócz pytań typu "dlaczego ja?" - zwykle na pierwszy plan wychodzą kwestie najbardziej podstawowe. Życie nabiera innego wymiaru, zwykłe chwile stają się ważne, a rzeczy, o których jeszcze niedawno myśleliśmy z przejęciem lub o które gotowi byliśmy kłócić się zażarcie - bez znaczenia lub zwyczajnie śmieszne... Świat, choć wciąż przecież ten sam, jest zupełnie inny.
Dobrze jest żyć w kolorowym świecie. Ale dobrze też pamiętać o sprawach podstawowych, wspólnych nam wszystkim. Pamiętajmy, że ludzie, których spotykamy, mogą widzieć rzeczywistość zupełnie inaczej. Zatrzymajmy się, spójrzmy z empatią, nie odchodźmy. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak łatwa jest zamiana miejscami. Czasem wystarczy sekunda, by znaleźć się po drugiej stronie. Czy wtedy ktoś się zatrzyma?
Piszemy tu o integracji z "innymi", uczymy się jej jedni od drugich, próbujemy uczyć dalej. Cokolwiek robimy, warto pamiętać, że - tak czy inaczej, wcześniej czy później - myślenie o "sprawach" nas nie ominie. Co pomyślimy o sobie, patrząc wstecz? Czy w kolorowym, dobrym życiu znaleźliśmy czas i siłę, by wobec "innych" zachować się po prostu przyzwoicie? Wobec "spraw" wszyscy jesteśmy jednakowi, wszyscy równi.
wtorek, 21 stycznia 2014
Dlaczego?
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie emigrują? Z powodów politycznych - to jasne. Za pracą - tak. To dotyczy także części z nas, skupionych w organizacjach tworzących EDI'ego. Ale dlaczego emigrują ci, którzy pozornie nie muszą: mieszkają w stabilnym politycznie kraju i są na tyle wykształceni i/lub bystrzy, by pracę znaleźć lub zapewnić ją sobie we własnym zakresie? Dlaczego emigrują utalentowani Polacy?
Z felietonu Daniela Rząsy (forsal.pl) wynika teza, że - jak w tytule filmu - pieniądze to nie wszystko. Chodzi o coś więcej, co w skrócie nazwać można przyjaznym państwem, a co przejawia się w codzienności: przyjaznej administracji, równych chodnikach, dostępności do szkół czy opieki zdrowotnej. Słowem: w "łatwości" życia dzień po dniu.
Autor jest zdania, że "część z nas emigruje, bo nie chce zwalczać niemal na każdym kroku państwa, które podkłada mu nogi. Ta grupa ludzi chce zamieszkać gdzieś, gdzie urzędnik nie uzna z góry, że są krętaczami i na pewno chcą naciągnąć urząd skarbowy; gdzie kierowca autobusu zatrzyma się i poczeka na przystanku, jeśli zobaczy, że ktoś biegnie do autobusu; gdzie nie trzeba za każdym razem udowadniać, że ma się dobre intencje."
To smutne, ale... chyba jest w tym dużo prawdy. Pozostaje pytanie, czy "odpowiednie czynniki" zauważają to zjawisko i czy są w stanie/chcą podjąć działania, by je powstrzymać lub odwrócić? To na nich - utalentowanych, bystrych, aktywnych ludziach - powinno państwu najbardziej zależeć. Dlaczego, skoro dzięki swym talentom wiele (pracę, dochody) potrafią zapewnić sobie sami, nie uczynić wysiłku, by chcieli je wykorzystać właśnie tu? Dlaczego nie miałoby nam się żyć łatwiej?
Z felietonu Daniela Rząsy (forsal.pl) wynika teza, że - jak w tytule filmu - pieniądze to nie wszystko. Chodzi o coś więcej, co w skrócie nazwać można przyjaznym państwem, a co przejawia się w codzienności: przyjaznej administracji, równych chodnikach, dostępności do szkół czy opieki zdrowotnej. Słowem: w "łatwości" życia dzień po dniu.
Autor jest zdania, że "część z nas emigruje, bo nie chce zwalczać niemal na każdym kroku państwa, które podkłada mu nogi. Ta grupa ludzi chce zamieszkać gdzieś, gdzie urzędnik nie uzna z góry, że są krętaczami i na pewno chcą naciągnąć urząd skarbowy; gdzie kierowca autobusu zatrzyma się i poczeka na przystanku, jeśli zobaczy, że ktoś biegnie do autobusu; gdzie nie trzeba za każdym razem udowadniać, że ma się dobre intencje."
To smutne, ale... chyba jest w tym dużo prawdy. Pozostaje pytanie, czy "odpowiednie czynniki" zauważają to zjawisko i czy są w stanie/chcą podjąć działania, by je powstrzymać lub odwrócić? To na nich - utalentowanych, bystrych, aktywnych ludziach - powinno państwu najbardziej zależeć. Dlaczego, skoro dzięki swym talentom wiele (pracę, dochody) potrafią zapewnić sobie sami, nie uczynić wysiłku, by chcieli je wykorzystać właśnie tu? Dlaczego nie miałoby nam się żyć łatwiej?
Subskrybuj:
Posty (Atom)