Jeśli znajdziecie się kiedyś w okolicach Sandomierza, musicie koniecznie udać się w Góry Pieprzowe na sesję zielonej edukacji.
Jest to miejsce zupełnie niesamowite z wielu względów. Dla EDI'ego szczególne szczególnie, bo to właśnie tutaj, 3 lata temu, spotkaliśmy się pierwszy raz, poznaliśmy i z atmosfery, jaką wtedy stworzyliśmy, zaczął kiełkować w głowach EDI, wtedy jeszcze nienazwany i bezkształtny, ale jakże pociągający. Zdjęcie profilowe na naszej witrynie fejsbukowej zostało wykonane właśnie w tym miejscu.
Pieprzówki to największe w Europie rosarium, czyli stosunkowo niewielki obszar zamieszkany przez kilkanaście gatunków róż (Rosa). Miejscami rosną one tak gęsto, że "nawet wprawnemu wędrowcowi ciężko się przedostać" (z tablicy informacyjnej na miejscu). To także zachwycająca panorama z Sandomierzem po prawej i wszystkim innym, aż po horyzont, na wprost i z lewej, którą można podziwiać z wysokiej skarpy. W dole płynie Wisła, po której ciekawych świata wozi statek wycieczkowy i Wisełka, po której leniwie "przechadza się" para łabędzi. To stąd można zejść (ewentualnie ześlizgnąć się lub sturlać), by dotknąć niezwykłych, najstarszych gór w Europie.
Po drodze na skarpę doświadczycie niezwykłości miejsca wszystkimi zmysłami. Otoczy Was morze zieleni, które tworzą mieszkające obok siebie robinia akacjowa (Robinia pseudoacacia L), nawłoć późna (Solidago gigantea Aiton), a nawet wszystkim znana i przez większość lubiana (najbardziej w kompocie) czereśnia (Prunus avium L, nie inaczej). Nie zdziwcie się, jeśli zza węgła nagle wychynie głóg (Crataegus L), a nawet wężymord stepowy (Scorzonera purpurea). To wszystko pachnie, a tym wrażeniom towarzyszy nieustanny śpiew tysiąca ptaków, wśród których najłatwiej rozpoznać można kukułkę (Cuculus canorus), więc upewnijcie się, że macie przy sobie jakieś drobne. Chyba właśnie tak brzmi piękna cisza.
Skarpa to świetna miejscówka na edukację dla integracji, z rozległym tarasem widokowym, z ławeczkami, stołami i miejscem na ognisko. Spod nóg prawie na pewno znienacka wyskoczy (i trochę przestraszy) Wam zając (Lepus europaeus, a jakże!), by za chwilę przestraszyć mieszkańca pobliskiego sadu, bażanta (Phasianus colchicus), który palpitację objawi przeraźliwym gdakaniem wniebogłos. Podobno sąsiadką bażanta jest żmija zygzakowata (Vipera berus), ale rzadko się pokazuje. Siedząc na ławeczce, na własnym rękawie zauważyć możecie przechadzającą się pachnicę dębową (Osmoderma eremita). Widzieliście to kiedyś? Nieduże, ale dziewczyny na pewno się przestraszą!
Acha, nie zdziwcie się, jeśli w którymś miejscu drogę przebiegnie Wam miejscowy, całkiem rozmiaukany szary kocurek (zdaje się, Cocurro prengus), miejcie więc w pogotowiu kawałek boczku wydłubany z porannej jajecznicy.
Jeśli wzrok, słuch i węch to za mało, zajrzyjcie do Dzikiej Róży (nie możecie nie trafić) i spróbujcie miejscowej kuchni. O matko! To jest miejsce, gdzie możecie zatrzymać się na kilka dni; w Górach Pieprzowych bliżej i lepiej już nie można.
Koniec zielonej lekcji. Teraz powtórzcie z pamięci wszystkie łacińskie nazwy, które właśnie poznaliście!
czwartek, 28 maja 2015
piątek, 22 maja 2015
Trzy kropki
Trzy kropki. Ktoś uznał (tam na dole, ale nie w piekle, tu bliżej, pod wpisem) - widząc tylko tytuł; przecież post dopiero zaczął się "tworzyć"! - że są zabawne. Są? Trzy kropki. Pierwsza kropka. Druga kropka. Trzecia kropka... O, to znów one!
3 kropki. Muchomor. Biedronka. Czarna krowa w kropki bordo. Byczek Fernando. Fernando Alonso. Oj, coś za daleko i "za bardzo" (o, już widać pierwszy manowiec!) prowadzi nas mind mapping.
Czemu służy trzykropek? Co wyraża? Zdaje się, że często (zbyt często?) występuje w tym blogu. Niedopowiedzenie? Nieznajomość końca? Niespójność umysłowa? Zawieszenie? A może nadzieja?
Ktoś napisał: "niedopowiedzenia są gorsze od nieobecności". Zastanowienie się nad tym i zrozumienie przekracza w tej chwili możliwości, ale jeśli tak rzeczywiście jest, to dość okropnie ten trzykropek się jawi. Trzykropek-okropek.
Podejdźmy do sprawy poważnie. Naukowo:
"Choć trzykropka nie notują słowniki, nie znaczy to, że jest nieznany. Słowa tego używa np. Stanisław Barańczak w szkicach Poezja i duch uogólnienia. Oto fragment (wyróżnienia moje, MB): „Na przestrzeni niewielkiego felietonu – sześć trzykropków w środku zdania! Ale właśnie ów trzykropek w środku zdania jest jednym z najbardziej nadużywanych przez dziennikarzy znaków interpunkcyjnych. Oczywiście, spotkamy go i w innych dziedzinach wypowiedzi pisanych. Ma w nich funkcję dość jednoznaczną: uwydatnia niespodziankę, jaką jest dla czytelnika pojawienie się w pewnym kontekście nieoczekiwanego znaczenia. Ale żeby taką funkcję trzykropek mógł pełnić, znaczenie to musi być istotnie nieoczekiwane”. (Marek Bańko, PWN)
A więc niespodzianka! Kto by się spodziewał? Ale jeszcze trochę, w końcu w tym miejscu spodziewamy się edukacji:
"Wielokropek – znak interpunkcyjny w postaci trzech umieszczonych obok siebie kropek (…) używany przeważnie na końcu zdania, dla zaznaczenia fragmentów pominiętych. Wielokropek może także oznaczać nieoczekiwane urwanie wypowiedzi:
Dawno, dawno temu…
Zaczął recytować: „Ruszyła maszyna…”, ale dziecko mu przerwało.
Jest używany także przed nieoczekiwanymi słowami.
Konsument wysłał list wprost do… prezydenta.
W powyższych przypadkach po znaku wielokropka należy umieścić spację, jednak nigdy nie umieszcza się jej przed znakiem." (Wikipedia)
A więc także pominięcie oraz nieoczekiwanie (czyli niespodzianka?). W każdym razie, używamy - jeśli chodzi o formę - poprawnie, tzn. bez znaku spacji przed. Zawsze coś.
No dobrze, pora coś postanowić. To może tak: trzy kropki mogą być zabawne, gdy oznaczają niespodziankę, która daje nadzieję. Wtedy są też jednocześnie interesujące i fajne... Trzy kropki!
3 kropki. Muchomor. Biedronka. Czarna krowa w kropki bordo. Byczek Fernando. Fernando Alonso. Oj, coś za daleko i "za bardzo" (o, już widać pierwszy manowiec!) prowadzi nas mind mapping.
Czemu służy trzykropek? Co wyraża? Zdaje się, że często (zbyt często?) występuje w tym blogu. Niedopowiedzenie? Nieznajomość końca? Niespójność umysłowa? Zawieszenie? A może nadzieja?
Ktoś napisał: "niedopowiedzenia są gorsze od nieobecności". Zastanowienie się nad tym i zrozumienie przekracza w tej chwili możliwości, ale jeśli tak rzeczywiście jest, to dość okropnie ten trzykropek się jawi. Trzykropek-okropek.
Podejdźmy do sprawy poważnie. Naukowo:
"Choć trzykropka nie notują słowniki, nie znaczy to, że jest nieznany. Słowa tego używa np. Stanisław Barańczak w szkicach Poezja i duch uogólnienia. Oto fragment (wyróżnienia moje, MB): „Na przestrzeni niewielkiego felietonu – sześć trzykropków w środku zdania! Ale właśnie ów trzykropek w środku zdania jest jednym z najbardziej nadużywanych przez dziennikarzy znaków interpunkcyjnych. Oczywiście, spotkamy go i w innych dziedzinach wypowiedzi pisanych. Ma w nich funkcję dość jednoznaczną: uwydatnia niespodziankę, jaką jest dla czytelnika pojawienie się w pewnym kontekście nieoczekiwanego znaczenia. Ale żeby taką funkcję trzykropek mógł pełnić, znaczenie to musi być istotnie nieoczekiwane”. (Marek Bańko, PWN)
A więc niespodzianka! Kto by się spodziewał? Ale jeszcze trochę, w końcu w tym miejscu spodziewamy się edukacji:
"Wielokropek – znak interpunkcyjny w postaci trzech umieszczonych obok siebie kropek (…) używany przeważnie na końcu zdania, dla zaznaczenia fragmentów pominiętych. Wielokropek może także oznaczać nieoczekiwane urwanie wypowiedzi:
Dawno, dawno temu…
Zaczął recytować: „Ruszyła maszyna…”, ale dziecko mu przerwało.
Jest używany także przed nieoczekiwanymi słowami.
Konsument wysłał list wprost do… prezydenta.
W powyższych przypadkach po znaku wielokropka należy umieścić spację, jednak nigdy nie umieszcza się jej przed znakiem." (Wikipedia)
A więc także pominięcie oraz nieoczekiwanie (czyli niespodzianka?). W każdym razie, używamy - jeśli chodzi o formę - poprawnie, tzn. bez znaku spacji przed. Zawsze coś.
No dobrze, pora coś postanowić. To może tak: trzy kropki mogą być zabawne, gdy oznaczają niespodziankę, która daje nadzieję. Wtedy są też jednocześnie interesujące i fajne... Trzy kropki!
piątek, 15 maja 2015
W drodze
Kiedy podróżuje się gdzieś daleko i długo, po jakimś czasie przychodzi znużenie.
Na początku jest dobrze, bywa ekscytująco. Jeśli nie musisz prowadzić, patrzysz w okno, za którym przesuwa się krajobraz. I nadziwić się nie możesz: jak tu pięknie! Gęste lasy i rozległe łąki, mijane miejscowości pełne bzów, tych białych i tych fioletowych. Zapachy i piękne okoliczności przyrody wszędzie dookoła, właśnie teraz, właśnie dziś, bo wiosna w pełni. I słońce, i "gotyk na dotyk", i trochę deszczu. I dalej. I znów: lasy, pola, bociany... Mnóstwo żółtego rzepaku (bywa inny?)!
Potem słuchasz muzyki, próbujesz czytać, czasem ktoś zadzwoni. Zapadasz w drzemkę. Znów muzyka i znów gazeta, i znów książka. Ale wreszcie musi przyjść taka chwila, że zaczynasz myśleć. Myśli się samo. O tym, co było, jest albo będzie. Co zrobiłeś lub nie, ale mogłeś. Dlaczego nie zrobiłeś? Co trzeba zrobić i co zrobisz? Przeżywasz jeszcze raz radości i porażki, snujesz plany. Myślisz o tym, co przeczytałeś.
Przeczytałeś, że emigracja z Polski nie dotyczy tylko ludzi młodych. Wyjeżdża coraz więcej emerytów. W ciągu ostatnich 10 lat liczba przelewanych za granicę rent i emerytur podwoiła się z nawiązką i na koniec 2014 wyniosła ponad 43 000 (statystyki ZUS). Ci ludzie, choć wychowali się i całe zawodowe życie spędzili w Polsce, w większości chcą "tam" umrzeć (nie planują powrotu lub jest im wszystko jedno). Dlaczego? Bo w Polsce nie mogą przeżyć za często mniej niż 1000 zł emerytury, a poza tym "tam" opieka nad ludźmi starszymi jest na wyższym poziomie. Ich podróż jeszcze trwa i tak chcą ją skończyć.
Dosyć! Nie chcesz już o tym myśleć.
Jesteś w drodze i (prawdopodobnie) będziesz jeszcze długo.
Najlepiej byłoby zasnąć, i to mocno. Ale nie możesz i... piszesz bloga.
Na początku jest dobrze, bywa ekscytująco. Jeśli nie musisz prowadzić, patrzysz w okno, za którym przesuwa się krajobraz. I nadziwić się nie możesz: jak tu pięknie! Gęste lasy i rozległe łąki, mijane miejscowości pełne bzów, tych białych i tych fioletowych. Zapachy i piękne okoliczności przyrody wszędzie dookoła, właśnie teraz, właśnie dziś, bo wiosna w pełni. I słońce, i "gotyk na dotyk", i trochę deszczu. I dalej. I znów: lasy, pola, bociany... Mnóstwo żółtego rzepaku (bywa inny?)!
Potem słuchasz muzyki, próbujesz czytać, czasem ktoś zadzwoni. Zapadasz w drzemkę. Znów muzyka i znów gazeta, i znów książka. Ale wreszcie musi przyjść taka chwila, że zaczynasz myśleć. Myśli się samo. O tym, co było, jest albo będzie. Co zrobiłeś lub nie, ale mogłeś. Dlaczego nie zrobiłeś? Co trzeba zrobić i co zrobisz? Przeżywasz jeszcze raz radości i porażki, snujesz plany. Myślisz o tym, co przeczytałeś.
Przeczytałeś, że emigracja z Polski nie dotyczy tylko ludzi młodych. Wyjeżdża coraz więcej emerytów. W ciągu ostatnich 10 lat liczba przelewanych za granicę rent i emerytur podwoiła się z nawiązką i na koniec 2014 wyniosła ponad 43 000 (statystyki ZUS). Ci ludzie, choć wychowali się i całe zawodowe życie spędzili w Polsce, w większości chcą "tam" umrzeć (nie planują powrotu lub jest im wszystko jedno). Dlaczego? Bo w Polsce nie mogą przeżyć za często mniej niż 1000 zł emerytury, a poza tym "tam" opieka nad ludźmi starszymi jest na wyższym poziomie. Ich podróż jeszcze trwa i tak chcą ją skończyć.
Dosyć! Nie chcesz już o tym myśleć.
Jesteś w drodze i (prawdopodobnie) będziesz jeszcze długo.
Najlepiej byłoby zasnąć, i to mocno. Ale nie możesz i... piszesz bloga.
czwartek, 7 maja 2015
Lekcje numer dziewięć
Jeszcze tydzień temu doświadczaliśmy Holandii podczas przedostatniego już projektowego spotkania partnerów. Nowe doświadczenia, nowe lekcje, nowe twarze. Jakie?
"Dzięki EDI'emu mogliśmy poznać kolejny kraj, jego piękno i problemy, z jakimi borykają się nasi rodacy na emigracji i jak sobie z nimi radzą. Wartościowym doświadczeniem była konferencja, podczas której poznaliśmy punkt widzenia zarówno środowiska Polaków w Holandii, jak i polskich władz reprezentowanych prze Pana Ambasadora.
Dzięki Fundacji EuroPolonia i jej przewodniczącej mogłam się dowiedzieć, że Amsterdam ma 160 kanałów,1500 mostów i jest pięknym miastem.
Że król ma swoje święto i obchodzi je z całym krajem, a Holandia to także wyspy, smaczne śledzie i sery!
Kraj kwitnącego tulipana ugościł nas jak mógł i pokazał, że dla EDI'ego zawsze świeci słonce. Pomimo prognoz zimna i deszczu pogoda nam dopisała. Bo pogodę ducha każdy z nas zawsze ma w sobie.
EDI, nie opuszczaj nas, pomyśl, co dalej zrobisz z rodziną, którą stworzyłeś."
Irena, Grecja
"Na przełomie kwietnia i maja jako przedstawicielka Stowarzyszenia Polaków na Łotwie "Rodacy" wzięłam udział m.in. w międzynarodowej konferencji w Holandii, która stanowiła część z działań podejmowanych przez polskie organizacje pozarządowe w ramach projektu partnerskiego programu Grundtwig "Mnożenie przez Dzielenie - Edukacja dla Integracji".
9 partnerów mówiło o swojej działalności, wymienialiśmy doświadczenia w organizowaniu działalności, pisania projektów i edukacji dorosłych. Holenderska organizacja polonijna zwróciła szczególną uwagę na temat edukacji, zwłaszcza w zakresie nauki języka polskiego w celu zachowania ich tożsamości. Doszło do ciekawej dyskusji na temat wyobrażenia nt. Polaków w różnych krajach.
Badano aktywność w dziedzinie kultury. Polacy są głęboko zakorzenieni w tradycjach kulturowych. Celina z organizacji z Berlina przedstawiła wiersze polskiej młodzieży w Niemczech. Na zakończenie odbył się koncert, w którym wzięli udział polscy artyści: kompozytor i pianista oraz śpiewaczka, którzy mieszkają w Niemczech i skrzypaczka z Holandii.
Uczestniczyliśmy też w spotkaniu wymiany doświadczeń ze społecznością turecką. Są właścicielami dużego, nowoczesnego budynku, który zawiera sale szkoleniowe, salę przedszkolną dla dzieci, osobne sale spotkań dla kobiet i mężczyzn.
Częścią spotkania były wycieczki edukacyjne do Hagi, ogrodów Keukenhof i statkiem po kanałach Amsterdamu."
Anita, Łotwa
"Najbardziej wartościowym doświadczeniem było dla mnie spotkanie z Polakami mieszkającymi na stałe w Holandii - czy to od 30, czy od 10 lat - i te długie, nieformalne rozmowy pozwalające poznać "od podszewki" codzienność, którą tworzą i w której żyją. Rozmowy o tym, jak się czują jako część bardzo zróżnicowanego społeczeństwa w niezwykle tolerancyjnym i jednocześnie uporządkowanym kraju. Jak widzą siebie jako emigrantów i jak widzą Polskę z dystansu czasu i przestrzeni. Miło było być uczestnikiem polskiego "kramu" podczas Dnia Króla i zaprezentować, postawić biało-czerwony znaczek na pomarańczowym morzu wszystkiego i wszystkich oraz podzielić się polskością (wliczając kiełbaski!) z tymi wszystkimi przedstawicielami mozaiki kulturowo-narodowościowo-etniczno-językowej, którzy mieli szczęście nas spotkać :).
Kolejną lekcją była konferencja i dynamiczna dyskusja na temat postrzegania Polaków-emigrantów przez społeczeństwa krajów zamieszkania, wpływu stereotypów na ten wizerunek i możliwych sposobów aktywnego kształtowania i wpływania na obraz Polaków odbierany przez społeczeństwa tych krajów. Dzięki obecności przedstawicieli polskiego Państwa i Parlamentu mieliśmy rzadką możliwość zapoznania się z działaniami i planowanymi przedsięwzięciami w tym zakresie i skonfrontowania tych zamierzeń z aktywnością naszych organizacji.
Bardzo ciekawym doświadczeniem była też wizyta w organizacji mniejszości tureckiej. Ich działalność to świetny przykład przyjaznej integracji i aktywnego, wielowymiarowego działania w nowym kraju zamieszkania i za granicą przy jednoczesnym zachowaniu własnej tożsamości i odrębności kulturowej i religijnej wyrażanej w języku, stroju i zwyczajach."
Jarek, Polska
"Mobilność w Holandii, po raz kolejny zresztą, po Niemczech, Grecji czy Szwecji, dobitnie pokazała jak istotne znaczenie dla zachowania tożsamości narodowej, zwłaszcza ostatniej fali emigracji zarobkowej, ma działalność polonijnych organizacji pozarządowych. Wspierają one nowo przyjezdnych rodaków w ich staraniach o zaadoptowanie się w nowej rzeczywistości, wśród społeczności lokalnej na zasadach integracji, a nie asymilacji. Będąc zarazem naturalną platformą współpracy gospodarczej i wymiany kulturalnej, przyczyniają się do przełamywania barier oraz stereotypów, odgrywając istotną rolę w kreowaniu pozytywnego wizerunku Polski i Polaków w kraju zamieszkania. Wszystkie wyżej wymienione aspekty działalności starali nam się zaprezentować gospodarze spotkania - Fundacja EuroPolonia - przygotowując dla nas bardzo bogaty i różnorodny program. Począwszy od nieformalnego festynu w Vondelpark w Amsterdamie z okazji Dnia Króla, a skończywszy na konferencji z udziałem Ambasadora RP w Holandii, która odbyła się w Polskim Centrum Społeczno Kulturalnym w Badhoevedorp, będącym siedzibą fundacji. Mieliśmy również okazję podpatrzeć jak z integracją radzi sobie mniejszość turecka, korzystając z zaproszenia Federacji Organizacji Tureckiej „Milli Görüş Nederland”. Ponadto poznaliśmy stary Amsterdam przemierzając go kanałami i piechotą, przyprawiające o zawrót głowy kwitnące ogrody kwiatowe Keukenhof, zaliczyliśmy spacer plażą i znany ośrodek administracyjny Hagę.
Wyjechaliśmy z wietrznej, ale uroczej Holandii pełni nowych wrażeń, doświadczeń, inspiracji i pomysłów z przekonaniem, że niektóre z nich „przykrojone” na miarę potrzeb naszych organizacji, spróbujemy zastosować w ich działalności."
Leszek, Czechy
"Na kolejne spotkanie Partnerow projektu „Mnożenie przez Dzielenie - Edukacja dla Integracji“ zjechaliśmy się do Amsterdamu i mieliśmy okazję wzięcia udziału w obchodach Dnia Króla. Początki Dnia Króla sięgają sierpnia 1885; wprowadzanie tego święta miało na celu zwiększenie poczucia wspólnoty narodowej Holendrów. Święto to bardzo mi się spodobało, tym bardziej, że tego dnia można „wyprzedać swoją szafę“, a dochody ze sprzedaży nie są opodatkowane.
Nasza grupa „EDI“ – ozdobiona w pomarańczowe szaliki, kapelusze, etc. – wzięła udział w tradycyjnym pikniku w jednym z parków Amsterdamu.
Kolejne dni bardzo urozmaiconego i bogatego programu to dalsze lekcje historii, zwiedzanie Amsterdamu (nazwa miasta oznacza – tamę na rzece Amstel) i den Haag (Haga została założona w XIV w.). Zaliczyliśmy również jedną z największych wiosennych atrakcji Holandii, ogrody kwiatowe Keukenhof.
Międzynarodowa konferencja zorganizowana przez Fundację Euro Polonia w Amsterdamie z udziałem Ambasadora RP w Królestwie Niderlandów poświęcona była problematyce wizerunku Polski i Polakow w Europie (z wyszczególnieniem sytuacji w Holandii).
Zaproszeni goście oraz uczestnicy konferencji mieli również możliwość zapoznania się z naszym projektem, jago zasięgiem, działaniami i rezultatami.
Wieczór uświetnił koncert muzyki klasycznej w wykonaniu Sławomira Olszamowskiego (kompozytor, pianista) oraz Ewy Pepper (skrzypaczka) - Polaków na stałe zamieszkałych za granicą."
Marta, Niemcy
"Dzięki EDI'emu mogliśmy poznać kolejny kraj, jego piękno i problemy, z jakimi borykają się nasi rodacy na emigracji i jak sobie z nimi radzą. Wartościowym doświadczeniem była konferencja, podczas której poznaliśmy punkt widzenia zarówno środowiska Polaków w Holandii, jak i polskich władz reprezentowanych prze Pana Ambasadora.
Dzięki Fundacji EuroPolonia i jej przewodniczącej mogłam się dowiedzieć, że Amsterdam ma 160 kanałów,1500 mostów i jest pięknym miastem.
Że król ma swoje święto i obchodzi je z całym krajem, a Holandia to także wyspy, smaczne śledzie i sery!
Kraj kwitnącego tulipana ugościł nas jak mógł i pokazał, że dla EDI'ego zawsze świeci słonce. Pomimo prognoz zimna i deszczu pogoda nam dopisała. Bo pogodę ducha każdy z nas zawsze ma w sobie.
EDI, nie opuszczaj nas, pomyśl, co dalej zrobisz z rodziną, którą stworzyłeś."
Irena, Grecja
"Na przełomie kwietnia i maja jako przedstawicielka Stowarzyszenia Polaków na Łotwie "Rodacy" wzięłam udział m.in. w międzynarodowej konferencji w Holandii, która stanowiła część z działań podejmowanych przez polskie organizacje pozarządowe w ramach projektu partnerskiego programu Grundtwig "Mnożenie przez Dzielenie - Edukacja dla Integracji".
9 partnerów mówiło o swojej działalności, wymienialiśmy doświadczenia w organizowaniu działalności, pisania projektów i edukacji dorosłych. Holenderska organizacja polonijna zwróciła szczególną uwagę na temat edukacji, zwłaszcza w zakresie nauki języka polskiego w celu zachowania ich tożsamości. Doszło do ciekawej dyskusji na temat wyobrażenia nt. Polaków w różnych krajach.
Badano aktywność w dziedzinie kultury. Polacy są głęboko zakorzenieni w tradycjach kulturowych. Celina z organizacji z Berlina przedstawiła wiersze polskiej młodzieży w Niemczech. Na zakończenie odbył się koncert, w którym wzięli udział polscy artyści: kompozytor i pianista oraz śpiewaczka, którzy mieszkają w Niemczech i skrzypaczka z Holandii.
Uczestniczyliśmy też w spotkaniu wymiany doświadczeń ze społecznością turecką. Są właścicielami dużego, nowoczesnego budynku, który zawiera sale szkoleniowe, salę przedszkolną dla dzieci, osobne sale spotkań dla kobiet i mężczyzn.
Częścią spotkania były wycieczki edukacyjne do Hagi, ogrodów Keukenhof i statkiem po kanałach Amsterdamu."
Anita, Łotwa
"Najbardziej wartościowym doświadczeniem było dla mnie spotkanie z Polakami mieszkającymi na stałe w Holandii - czy to od 30, czy od 10 lat - i te długie, nieformalne rozmowy pozwalające poznać "od podszewki" codzienność, którą tworzą i w której żyją. Rozmowy o tym, jak się czują jako część bardzo zróżnicowanego społeczeństwa w niezwykle tolerancyjnym i jednocześnie uporządkowanym kraju. Jak widzą siebie jako emigrantów i jak widzą Polskę z dystansu czasu i przestrzeni. Miło było być uczestnikiem polskiego "kramu" podczas Dnia Króla i zaprezentować, postawić biało-czerwony znaczek na pomarańczowym morzu wszystkiego i wszystkich oraz podzielić się polskością (wliczając kiełbaski!) z tymi wszystkimi przedstawicielami mozaiki kulturowo-narodowościowo-etniczno-językowej, którzy mieli szczęście nas spotkać :).
Kolejną lekcją była konferencja i dynamiczna dyskusja na temat postrzegania Polaków-emigrantów przez społeczeństwa krajów zamieszkania, wpływu stereotypów na ten wizerunek i możliwych sposobów aktywnego kształtowania i wpływania na obraz Polaków odbierany przez społeczeństwa tych krajów. Dzięki obecności przedstawicieli polskiego Państwa i Parlamentu mieliśmy rzadką możliwość zapoznania się z działaniami i planowanymi przedsięwzięciami w tym zakresie i skonfrontowania tych zamierzeń z aktywnością naszych organizacji.
Bardzo ciekawym doświadczeniem była też wizyta w organizacji mniejszości tureckiej. Ich działalność to świetny przykład przyjaznej integracji i aktywnego, wielowymiarowego działania w nowym kraju zamieszkania i za granicą przy jednoczesnym zachowaniu własnej tożsamości i odrębności kulturowej i religijnej wyrażanej w języku, stroju i zwyczajach."
Jarek, Polska
"Mobilność w Holandii, po raz kolejny zresztą, po Niemczech, Grecji czy Szwecji, dobitnie pokazała jak istotne znaczenie dla zachowania tożsamości narodowej, zwłaszcza ostatniej fali emigracji zarobkowej, ma działalność polonijnych organizacji pozarządowych. Wspierają one nowo przyjezdnych rodaków w ich staraniach o zaadoptowanie się w nowej rzeczywistości, wśród społeczności lokalnej na zasadach integracji, a nie asymilacji. Będąc zarazem naturalną platformą współpracy gospodarczej i wymiany kulturalnej, przyczyniają się do przełamywania barier oraz stereotypów, odgrywając istotną rolę w kreowaniu pozytywnego wizerunku Polski i Polaków w kraju zamieszkania. Wszystkie wyżej wymienione aspekty działalności starali nam się zaprezentować gospodarze spotkania - Fundacja EuroPolonia - przygotowując dla nas bardzo bogaty i różnorodny program. Począwszy od nieformalnego festynu w Vondelpark w Amsterdamie z okazji Dnia Króla, a skończywszy na konferencji z udziałem Ambasadora RP w Holandii, która odbyła się w Polskim Centrum Społeczno Kulturalnym w Badhoevedorp, będącym siedzibą fundacji. Mieliśmy również okazję podpatrzeć jak z integracją radzi sobie mniejszość turecka, korzystając z zaproszenia Federacji Organizacji Tureckiej „Milli Görüş Nederland”. Ponadto poznaliśmy stary Amsterdam przemierzając go kanałami i piechotą, przyprawiające o zawrót głowy kwitnące ogrody kwiatowe Keukenhof, zaliczyliśmy spacer plażą i znany ośrodek administracyjny Hagę.
Wyjechaliśmy z wietrznej, ale uroczej Holandii pełni nowych wrażeń, doświadczeń, inspiracji i pomysłów z przekonaniem, że niektóre z nich „przykrojone” na miarę potrzeb naszych organizacji, spróbujemy zastosować w ich działalności."
Leszek, Czechy
"Na kolejne spotkanie Partnerow projektu „Mnożenie przez Dzielenie - Edukacja dla Integracji“ zjechaliśmy się do Amsterdamu i mieliśmy okazję wzięcia udziału w obchodach Dnia Króla. Początki Dnia Króla sięgają sierpnia 1885; wprowadzanie tego święta miało na celu zwiększenie poczucia wspólnoty narodowej Holendrów. Święto to bardzo mi się spodobało, tym bardziej, że tego dnia można „wyprzedać swoją szafę“, a dochody ze sprzedaży nie są opodatkowane.
Nasza grupa „EDI“ – ozdobiona w pomarańczowe szaliki, kapelusze, etc. – wzięła udział w tradycyjnym pikniku w jednym z parków Amsterdamu.
Kolejne dni bardzo urozmaiconego i bogatego programu to dalsze lekcje historii, zwiedzanie Amsterdamu (nazwa miasta oznacza – tamę na rzece Amstel) i den Haag (Haga została założona w XIV w.). Zaliczyliśmy również jedną z największych wiosennych atrakcji Holandii, ogrody kwiatowe Keukenhof.
Międzynarodowa konferencja zorganizowana przez Fundację Euro Polonia w Amsterdamie z udziałem Ambasadora RP w Królestwie Niderlandów poświęcona była problematyce wizerunku Polski i Polakow w Europie (z wyszczególnieniem sytuacji w Holandii).
Zaproszeni goście oraz uczestnicy konferencji mieli również możliwość zapoznania się z naszym projektem, jago zasięgiem, działaniami i rezultatami.
Wieczór uświetnił koncert muzyki klasycznej w wykonaniu Sławomira Olszamowskiego (kompozytor, pianista) oraz Ewy Pepper (skrzypaczka) - Polaków na stałe zamieszkałych za granicą."
Marta, Niemcy
sobota, 2 maja 2015
Dzień Polonii i Polaków za granicą
Prawie każdy (?) wie, że dziś Dzień Flagi. Ciekawe, ilu z nas kojarzy 2 maja także jako Dzień Polonii i Polaków za granicą?
Liczbę Polaków i osób pochodzenia polskiego mieszkających poza granicami szacuje się na ponad 20 milionów. Aż tylu z nas obchodzi dzisiaj święto. Nachodzi refleksja, czy jest to święto radosne? Wielu Polaków znalazło się za granicą ze zrozumiałych historycznie względów. Ale naprawdę niepokojące wydają się dane z raportu "Migracje zarobkowe Polaków" (Work Service), z których wynika, że w najbliższym czasie (nawet w ciągu roku) z Polski może wyjechać kolejny milion, przeważnie młodych (aż 2/3 poniżej 35 roku życia), ludzi. Dlaczego? Dla wyższych zarobków (78%), wyższego standardu życia (44%) i lepszych perspektyw rozwoju zawodowego (37%).
Smutne dane; zacznijmy wyciągać wnioski, najlepiej tuż po świętach.
Tymczasem wszystkiego dobrego, Polacy wszystkich krajów!
Liczbę Polaków i osób pochodzenia polskiego mieszkających poza granicami szacuje się na ponad 20 milionów. Aż tylu z nas obchodzi dzisiaj święto. Nachodzi refleksja, czy jest to święto radosne? Wielu Polaków znalazło się za granicą ze zrozumiałych historycznie względów. Ale naprawdę niepokojące wydają się dane z raportu "Migracje zarobkowe Polaków" (Work Service), z których wynika, że w najbliższym czasie (nawet w ciągu roku) z Polski może wyjechać kolejny milion, przeważnie młodych (aż 2/3 poniżej 35 roku życia), ludzi. Dlaczego? Dla wyższych zarobków (78%), wyższego standardu życia (44%) i lepszych perspektyw rozwoju zawodowego (37%).
Smutne dane; zacznijmy wyciągać wnioski, najlepiej tuż po świętach.
Tymczasem wszystkiego dobrego, Polacy wszystkich krajów!
czwartek, 30 kwietnia 2015
Z Amsterdamu - na żywo
Sam środek "mobilności" holenderskiej; dzień był szczególnie ciężki, bo konferencyjny. Nie jest łatwo rozstrzygnąć, co zrobić i jak, by poprawić postrzeganie i reputację Polaków za granicą, zwłaszcza w sytuacjach, gdy ci - sprowadzeni do codzienności i wysiłku związanego z zapewnieniem egzystencji sobie i rodzinom - nie wydają się taką zmianą zainteresowani, a otoczenie ulega łatwym stereotypom... Cóż, nie spoczniemy i wciąż będziemy nad tym pracować; wszak stereotypy dają się zmieniać.
To jest nasze spotkanie numer 9. Holandia jest ostatnim krajem partnerskim, którego nie doświadczyliśmy, a dokładnie za 3 miesiące przeżyjemy ostatni dzień działania EDI'ego jako projektu - programowo, formalnie. Działanie EDI'ego... Już nie przeczuwamy, ale jesteśmy pewni, że to działanie pozostanie na długo. W Amsterdamie po raz kolejny spotkaliśmy się z prawdziwą radością. Twarze widziane po raz dziewiąty, ale i po raz pierwszy. Razem na konferencji, razem wśród tulipanów, razem u mniejszości tureckiej, na wycieczce po kanałach i przy kolacji. Długie rozmowy, głośne śmiechy, czasem burza włosów, a czasem łysina albo jasny warkocz, czarne wąsy, zielone oczy... Piękna różnorodność. Tym bardziej w kraju, gdzie jest wszędzie, widać ją na każdej ulicy, na każdym kroku.
Amsterdam na żywo. Jeszcze 2 dni.
EDI na żywo. Jeszcze 3 miesiące! :)))
To jest nasze spotkanie numer 9. Holandia jest ostatnim krajem partnerskim, którego nie doświadczyliśmy, a dokładnie za 3 miesiące przeżyjemy ostatni dzień działania EDI'ego jako projektu - programowo, formalnie. Działanie EDI'ego... Już nie przeczuwamy, ale jesteśmy pewni, że to działanie pozostanie na długo. W Amsterdamie po raz kolejny spotkaliśmy się z prawdziwą radością. Twarze widziane po raz dziewiąty, ale i po raz pierwszy. Razem na konferencji, razem wśród tulipanów, razem u mniejszości tureckiej, na wycieczce po kanałach i przy kolacji. Długie rozmowy, głośne śmiechy, czasem burza włosów, a czasem łysina albo jasny warkocz, czarne wąsy, zielone oczy... Piękna różnorodność. Tym bardziej w kraju, gdzie jest wszędzie, widać ją na każdej ulicy, na każdym kroku.
Amsterdam na żywo. Jeszcze 2 dni.
EDI na żywo. Jeszcze 3 miesiące! :)))
sobota, 25 kwietnia 2015
Świtanie
Jest bardzo, bardzo wcześnie. Tak zwany "blady świt"; kiedyś na tę porę mówiło się "brzask" - czy ktoś pamięta takie słowo? Słońce jeszcze strasznie nisko, dopiero wzeszło, pomarańczowe, ale już wiadomo, że to będzie piękny dzień. Ptaki się budzą, no i ta wiosenność wszędobylska, natrętna, w pełnym rozkwicie.
Na niedługo zanim zacznie się pośpiech i zgiełk świat wygląda inaczej. To szczególne światło, zieleń i głosy w ciszy sprawiają, że wydaje się nie taki zły.
Świat - czyli wszystko ważne, co mamy w sobie. Każdy z nas - jeśli to ktoś czyta - pewnie pomyśli teraz o swoich największych problemach czy troskach. Niektóre są obiektywnie i oczywiście wielkie, inne mniejsze; wszystkie wydają się bardzo ważne, bo tak czy inaczej burzą spokój, a może nawet nie dają żyć. Ale w takiej chwili skłonni jesteśmy wierzyć bardziej, niż kiedykolwiek indziej, że "wszystko będzie dobrze".
Ulotny, wczesny poranek szybko mija i zaraz wciąga codzienność, jednak - cokolwiek się zadzieje - dobrze jest zachować w pamięci te chwile i dobre myśli znad urokliwego, bezpiecznego, porannego kubka z aromatyczną kawą (tu nie ma żadnej pomyłki: oczywiście, że kubek z kawą może być pełen uroku; kiedy ostatnio widzieliście go o wschodzie słońca wiosną lub latem?) i w trudnych momentach dnia przypomnieć je sobie. I wierzyć, zupełnie jak o tym bardzo wczesnym poranku, że wszystko będzie dobrze. Zwłaszcza, jeśli ma się blisko ludzi, na których naprawdę można polegać i od których czuje się dobrą energię i rzeczywiste wsparcie, choć być może słyszy niewiele słów.
Ot, świtanie w głowie takie.
WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE.
Na niedługo zanim zacznie się pośpiech i zgiełk świat wygląda inaczej. To szczególne światło, zieleń i głosy w ciszy sprawiają, że wydaje się nie taki zły.
Świat - czyli wszystko ważne, co mamy w sobie. Każdy z nas - jeśli to ktoś czyta - pewnie pomyśli teraz o swoich największych problemach czy troskach. Niektóre są obiektywnie i oczywiście wielkie, inne mniejsze; wszystkie wydają się bardzo ważne, bo tak czy inaczej burzą spokój, a może nawet nie dają żyć. Ale w takiej chwili skłonni jesteśmy wierzyć bardziej, niż kiedykolwiek indziej, że "wszystko będzie dobrze".
Ulotny, wczesny poranek szybko mija i zaraz wciąga codzienność, jednak - cokolwiek się zadzieje - dobrze jest zachować w pamięci te chwile i dobre myśli znad urokliwego, bezpiecznego, porannego kubka z aromatyczną kawą (tu nie ma żadnej pomyłki: oczywiście, że kubek z kawą może być pełen uroku; kiedy ostatnio widzieliście go o wschodzie słońca wiosną lub latem?) i w trudnych momentach dnia przypomnieć je sobie. I wierzyć, zupełnie jak o tym bardzo wczesnym poranku, że wszystko będzie dobrze. Zwłaszcza, jeśli ma się blisko ludzi, na których naprawdę można polegać i od których czuje się dobrą energię i rzeczywiste wsparcie, choć być może słyszy niewiele słów.
Ot, świtanie w głowie takie.
WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE.
sobota, 18 kwietnia 2015
Wiosenność
Kilka miesięcy wstecz pisaliśmy tu o jesienności (post z 12.10.2014). Edytor podkreślał słowo na czerwono; przy "wiosenności" też to robi (tym razem jedna z jego propozycji to "wielościenność"). Trudno. Dodaj do słownika.
Wiosenność zmienną jest. Wczoraj 18 stopni, a dzisiaj tylko 6. W Polsce. W innych krajach EDI'ego: Skandynawia - 17, Grecja - 24. W czasie godzinnego spaceru doświadczyć można słońca na przemian z lecącym z nieba czymś białym, co nie jest ani śniegiem, ani gradem. Radiowa prognoza pogody podpowiedziała, że może zdarzyć się "krupa śnieżna", i to pewnie było właśnie to. A po paru minutach znów słońce, które rozświetla bardzo żółte forsycje i świeżozielone (też podkreśla!), młode listki, które już prawie wszędzie... Na takim tle dobrze widoczne są małe brązowe pieski, które już nie mogą schować się w mroku, bo i ten się nie spieszy. Kwiecień-plecień.
Koniec kwietnia to czas intensywnego rozliczania tzw. PIT-ów i przekazywania 1% podatku na rzecz potrzebujących. Okazuje się, że najchętniej przekazujemy pieniądze na rzecz chorych dzieci, osób niepełnosprawnych i zwierząt, a czołówkę dwudziestu najsowiciej obdarowywanych od wielu lat tworzą te same organizacje. Niektóre zrobiły z idei i mechanizmu "1%" sposób na biznes, dopasowując do tych "trendów" swoją działalność poprzez wygaszenie innych celów i rozwinięcie właśnie tych. W ustawie mamy zapisanych ponad 30 kierunków dobroczynności, w tym kulturę, edukację czy samorządność, ale zwykle dajemy się przekonać kampaniom reklamowym zamawianym właśnie przez ową dwudziestkę "krezusów". W efekcie na ich konta płyną grube miliony złotych, których często nie są w stanie wydać na cele statutowe przez kolejny rok, a np. dzieci zdolne, ale z rodzin źle sytuowanych wciąż pozostają bez wsparcia i z gorszymi szansami na wyrównanie szans w dostępie do edukacji... I tak dalej.
Chyba warto poświęcić parę minut, by oprzeć się "mechanicznemu" (albo podświadomemu, sterowanemu przez reklamę) wyborowi adresata naszego wsparcia. Pomyślmy, jakie wartości są nam bliskie i sprawdźmy, kto rzetelnie realizuje zbieżne z nimi cele. Przekażmy nasze pieniądze nie dla samego faktu i poprawienia swego samopoczucia, ale w sposób przemyślany i planowy, z głową...
Wiosenność i plecień, ale nie bezmyślność!
Wiosenność zmienną jest. Wczoraj 18 stopni, a dzisiaj tylko 6. W Polsce. W innych krajach EDI'ego: Skandynawia - 17, Grecja - 24. W czasie godzinnego spaceru doświadczyć można słońca na przemian z lecącym z nieba czymś białym, co nie jest ani śniegiem, ani gradem. Radiowa prognoza pogody podpowiedziała, że może zdarzyć się "krupa śnieżna", i to pewnie było właśnie to. A po paru minutach znów słońce, które rozświetla bardzo żółte forsycje i świeżozielone (też podkreśla!), młode listki, które już prawie wszędzie... Na takim tle dobrze widoczne są małe brązowe pieski, które już nie mogą schować się w mroku, bo i ten się nie spieszy. Kwiecień-plecień.
Koniec kwietnia to czas intensywnego rozliczania tzw. PIT-ów i przekazywania 1% podatku na rzecz potrzebujących. Okazuje się, że najchętniej przekazujemy pieniądze na rzecz chorych dzieci, osób niepełnosprawnych i zwierząt, a czołówkę dwudziestu najsowiciej obdarowywanych od wielu lat tworzą te same organizacje. Niektóre zrobiły z idei i mechanizmu "1%" sposób na biznes, dopasowując do tych "trendów" swoją działalność poprzez wygaszenie innych celów i rozwinięcie właśnie tych. W ustawie mamy zapisanych ponad 30 kierunków dobroczynności, w tym kulturę, edukację czy samorządność, ale zwykle dajemy się przekonać kampaniom reklamowym zamawianym właśnie przez ową dwudziestkę "krezusów". W efekcie na ich konta płyną grube miliony złotych, których często nie są w stanie wydać na cele statutowe przez kolejny rok, a np. dzieci zdolne, ale z rodzin źle sytuowanych wciąż pozostają bez wsparcia i z gorszymi szansami na wyrównanie szans w dostępie do edukacji... I tak dalej.
Chyba warto poświęcić parę minut, by oprzeć się "mechanicznemu" (albo podświadomemu, sterowanemu przez reklamę) wyborowi adresata naszego wsparcia. Pomyślmy, jakie wartości są nam bliskie i sprawdźmy, kto rzetelnie realizuje zbieżne z nimi cele. Przekażmy nasze pieniądze nie dla samego faktu i poprawienia swego samopoczucia, ale w sposób przemyślany i planowy, z głową...
Wiosenność i plecień, ale nie bezmyślność!
piątek, 10 kwietnia 2015
Polska
Polska jest tylko jedna. Wszyscy mamy ją w sobie, niezależnie od tego, jak myślimy, w co wierzymy, jak potoczyły się nasze losy i gdzie teraz spędzamy życie.
Większość z nas słyszało też o innych Polskach, choćby o kilku miastach o takiej nazwie w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.
A czy słyszeliście kiedykolwiek o Polsce na - jak to się zwykło określać - "drugim końcu świata", albo "na środku niczego", a dokładnie: na samym środku Pacyfiku? Posłuchajcie tego:
"Polska ma 400 mieszkańców, kościół św. Stanisława, dwa samochody, ale brakuje wody pitnej i prądu, bo agregat często się psuje, a uruchamiany jest zazwyczaj nocą. Ta Polska to wieś Poland na wyspie Kiritimati – jednej z 33 wysp rozsianych na środku Oceanu Spokojnego i składających się na państwo Kiribati. To jeden z najpiękniejszych i najbiedniejszych krajów świata, a w jego odludnym końcu leży Poland.
Wieś założył prawdopodobnie na przełomie XIX i XX w. Stanisław Pełczyński. Dziś o Poland nie pamięta prawie nikt w stolicy Kiribati, bo samolot na wyspę lata raz w tygodniu z Fidżi przez Hawaje z międzylądowaniem na Kiritimati (stolicą wyspy jest London, Paris wymarł całkowicie). W Polsce też prawie nikt o Poland nie pamięta, a mieszkańcy wsi nie wiedzą nic o "większym bracie w Europie", gdyż na co dzień stawiają czoła brakowi żywności i opieki medycznej oraz wyludnianiu miejscowości."
To jest fragment wywiadu z dr Dariuszem Zdziechem z Krakowa, który stworzył projekt humanitarno-naukowy "Poland helps Poland" i szuka funduszy na pomoc mieszkańcom Poland na Pacyfiku (w portalu Onet Podróże). Bardzo ciekawe, choć smutne, informacje, fajne zdjęcia. No i przesłanie, z którego wynika, że właściwie każdy może pomóc tej wiosce i ludziom, którzy spędzają życie właśnie tam i w rubryce "adres" mają wpisane: Polska. Spróbujcie znaleźć to miejsce na mapie w komputerze; naprawdę trzeba mocno powiększyć! A kiedy już Wam się uda, zastanówcie się nad ostatnim zdaniem artykułu:
"Oni chcieliby zostać przez nas adoptowani. Polska latami dostawała pomoc humanitarną i materialną – teraz mogłaby się odwdzięczyć."
Większość z nas słyszało też o innych Polskach, choćby o kilku miastach o takiej nazwie w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.
A czy słyszeliście kiedykolwiek o Polsce na - jak to się zwykło określać - "drugim końcu świata", albo "na środku niczego", a dokładnie: na samym środku Pacyfiku? Posłuchajcie tego:
"Polska ma 400 mieszkańców, kościół św. Stanisława, dwa samochody, ale brakuje wody pitnej i prądu, bo agregat często się psuje, a uruchamiany jest zazwyczaj nocą. Ta Polska to wieś Poland na wyspie Kiritimati – jednej z 33 wysp rozsianych na środku Oceanu Spokojnego i składających się na państwo Kiribati. To jeden z najpiękniejszych i najbiedniejszych krajów świata, a w jego odludnym końcu leży Poland.
Wieś założył prawdopodobnie na przełomie XIX i XX w. Stanisław Pełczyński. Dziś o Poland nie pamięta prawie nikt w stolicy Kiribati, bo samolot na wyspę lata raz w tygodniu z Fidżi przez Hawaje z międzylądowaniem na Kiritimati (stolicą wyspy jest London, Paris wymarł całkowicie). W Polsce też prawie nikt o Poland nie pamięta, a mieszkańcy wsi nie wiedzą nic o "większym bracie w Europie", gdyż na co dzień stawiają czoła brakowi żywności i opieki medycznej oraz wyludnianiu miejscowości."
To jest fragment wywiadu z dr Dariuszem Zdziechem z Krakowa, który stworzył projekt humanitarno-naukowy "Poland helps Poland" i szuka funduszy na pomoc mieszkańcom Poland na Pacyfiku (w portalu Onet Podróże). Bardzo ciekawe, choć smutne, informacje, fajne zdjęcia. No i przesłanie, z którego wynika, że właściwie każdy może pomóc tej wiosce i ludziom, którzy spędzają życie właśnie tam i w rubryce "adres" mają wpisane: Polska. Spróbujcie znaleźć to miejsce na mapie w komputerze; naprawdę trzeba mocno powiększyć! A kiedy już Wam się uda, zastanówcie się nad ostatnim zdaniem artykułu:
"Oni chcieliby zostać przez nas adoptowani. Polska latami dostawała pomoc humanitarną i materialną – teraz mogłaby się odwdzięczyć."
niedziela, 5 kwietnia 2015
Cisza
Spędzaliście kiedyś Święta sami? Bez rodziny, bliskich, znajomych, bez tego zgiełku, śmiechu, rozmów, wspólnych posiłków, spacerów...
Tak, tego wszystkiego może brakować, ale z drugiej strony taka samotność może sporo nauczyć. Taki "nadmiar" czasu (bo przecież siłą rzeczy nie trzeba biec do pracy; inne aktywności też jakby zwalniają) sprzyja zastanowieniu się nad sprawami, na które w codzienności zwyczajnie go nie wystarcza. Na przykład nad tym, o co tak naprawdę w Wielkanocy "chodzi". Dlaczego ma być ważna i "wesoła"? Tego typu refleksjom nie sprzyjają tzw. "czasy", w których żyjemy, z ich przeładowaniem i pośpiechem. Ze sprowadzeniem tego świątecznego czasu do zakupów, a potem przygotowań i wreszcie... jedzenia za dużo. Do czekoladowych zajęcy, cukrowych baranków, bazi i dyngusa.
Ale dlaczego? Dlaczego to wszystko i po co?
Samotne Święta sprzyjają przypomnieniu sobie tego, co najważniejsze, poznaniu na nowo, a może poznaniu po raz pierwszy. Porozmawianiu ze sobą w ciszy, która nagle okazuje się odkryciem. Mniej zgiełku, więcej siebie. Być może każdy powinien spędzić któreś Święta w ciszy, sam?
Wesołych Świąt!
Tak, tego wszystkiego może brakować, ale z drugiej strony taka samotność może sporo nauczyć. Taki "nadmiar" czasu (bo przecież siłą rzeczy nie trzeba biec do pracy; inne aktywności też jakby zwalniają) sprzyja zastanowieniu się nad sprawami, na które w codzienności zwyczajnie go nie wystarcza. Na przykład nad tym, o co tak naprawdę w Wielkanocy "chodzi". Dlaczego ma być ważna i "wesoła"? Tego typu refleksjom nie sprzyjają tzw. "czasy", w których żyjemy, z ich przeładowaniem i pośpiechem. Ze sprowadzeniem tego świątecznego czasu do zakupów, a potem przygotowań i wreszcie... jedzenia za dużo. Do czekoladowych zajęcy, cukrowych baranków, bazi i dyngusa.
Ale dlaczego? Dlaczego to wszystko i po co?
Samotne Święta sprzyjają przypomnieniu sobie tego, co najważniejsze, poznaniu na nowo, a może poznaniu po raz pierwszy. Porozmawianiu ze sobą w ciszy, która nagle okazuje się odkryciem. Mniej zgiełku, więcej siebie. Być może każdy powinien spędzić któreś Święta w ciszy, sam?
Wesołych Świąt!
Subskrybuj:
Posty (Atom)